Blog > Komentarze do wpisu

Źródełko coca-coli na Saharze

Moi znajomi wiedzą, że bardzo daleko mi do wszelkiego typu ruchów prawicowych, a nawet centro-prawicowych istniejących i zabierających głos w naszym kraju. Równie daleko mi do polityków z tych ugrupowań. Ale ci sami znajomi wiedzą, że bezustannie „wołam na puszczy” o zdrowy rozsądek i że wyławiam sensowne słowa padające z ust różnych ludzi, bez względu na to, z jakim logo legitymacja służy mówiącemu za mikrofon.

Dziś znów posłużę się wyłowionymi słowami szczerze niecierpianemu przeze mnie (za całokształt) polityka. Sprawa dotyczy ministry sportu Joanny Muchy i jej sporu z NIK. I nie mam zamiaru wchodzić tu w szczegóły papierkowe, czy rację miał NIK, czy Mucha, ale o stratę dla budżetu ok. 4 mln zł na koncert Madonny. Jacek Kurski poruszył rzecz znamienną. Znamienną dla ostatnich działań urzędników partii rządzące, w tym ministrów.

„Gdyby na Saharze wybiło źródełko z mrożoną coca-colą i postawilibyśmy tam urzędnika z PO, też by na tym stracił, a nie zarobił” – stwierdził Kurski i moim zdaniem, ma sto „bez (K)ozery powiem: tysiąc” procent racji. Bo nie zarobić na koncercie Madonny się po prostu nie da! Trzeba być naprawdę antytalentem, żeby na tym nie zarobić, bo przy takich „imprezach” pieniądze zarabiają się same. Pod warunkiem, że się tego „celowo” nie zepsuje („celowo” oznacza tu nie złą wolę, albo niekoniecznie, ale zwykłą głupotę i ignorancję do kwadratu).

Można oczywiście zarobić więcej lub mniej, to już kwestia zaradności, inwencji, itp. Można wyjść na zero, to już kwestia braku inwencji i… „A! co mnie to obchodzi, samo się jakoś stanie”. Ale żeby stracić i to cztery miliony na koncercie największej światowej gwiazdy show biznesu, to jest po prostu ewenement. Na skalę światową.

Obrońcy ministry Muchy (ja osobiście ją bardzo lubię), tłumaczą, że przecież to nie ona, tylko firma zarządzająca stadionem i że to oni są odpowiedzialni. Otóż prawda jest taka, że i tak i nie.

Odpowiedzialność polityczna – mówi Ci to coś? Z lubością domagamy się (ze mną na czele) poniesienia odpowiedzialności politycznej od Kaczyńskiego i Ziobry za śmierć Barbary Blidy. I chociaż oni nie byli na posesji byłej minister budownictwa, nie byli z nią w łazience, nie zamieniali kurtki funkcjonariuszki, nie myli jej rąk, aby zmyć ślady prochu, ba, nawet nie wycierali śladów odcisków palców z broni Barbary Blidy, domagamy się postawienia ich przed Trybunałem Stanu, bo są politycznie odpowiedzialni za „przyzwolenie” na takie działania. Za dogmat „polowania na opozycję”, itp. Od Muchy niektórzy chcą… „uniewinnienia”, bo to przecież firma zarządzająca stadionem. Owa firma powinna odpowiadać karnie, jeśli wystąpią takie przesłanki. Jednak to ministra Mucha była „nadzorcą” tej spółki. To ona ją akceptowała i współpracowała z nią. To ona „dawała jej” pieniądze. Mnie też się nie podoba położenie głowy przez panią Muchę, ale taka jest polityka. Tak stracił posadę Drzewiecki i Ćwiąkalski np. (ten akurat przez strach Tuska przez mediami).

Joanna Mucha jest menadżerem z wykształcenia, tylko że właśnie…, „z wykształcenia”. To prawie jak menadżer z praktyką, ale jak wiadomo, „prawie” robi wielką różnicę.

Może już dam spokój Pani Joannie, bo i tak kopana jest ze wszystkich stron, ale… w dużej mierze dzięki sobie i premierowi, który broni jej jak niepodległości słusznym, moim zdaniem, argumentem, ze wydanie tych pieniędzy było zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Tyle, że najlepiej by było, żeby zdrowy rozsądek nie mijał się z ustalonymi przez siebie samego procedurami.  

Dowodów na trafność słów Kurskiego o coca-coli i urzędnikach PO na Saharze jest cała masa, i bliższa przeszłość, tym więcej. Przykład pierwszy z rzędu, ale najbardziej znaczący, bo sam woła o pomstę do nieba jest… USTAWA ŚMIECIOWA! To jest po prostu kpina z obywateli, z samorządów, z państwa wreszcie. I znów, nie idzie mi tu o szczegóły z panią prezydent Gronkiewicz-Waltz, bo mało mnie to… (nie jestem z Warszawy). Ale moje własne podwórko, to już „inna inkrzość”.

Oto w moim mieście śmieciami zajmuje się pewna spora firma śmieciowa. Z tego co słyszałem, po 1. lipca będzie tak samo. Tzn. tak samo będzie z gospodarką śmieciami, bo z płaceniem za usługi tej firmy już będzie inaczej. Wzrosną o jakieś 40%, coś koło tego, nie chce mi się teraz grzebać i dokładnie wyliczać, ale mniej więcej. I ciekawy jestem co się takiego stanie, że ta sama firma, w niedzielę 30 czerwca będzie zarabiała niezłe pieniądze, jak dotychczas za gospodarkę moimi śmieciami, a już w poniedziałek, nazajutrz zarobi o ok. 40% więcej. Nie drożeje prąd od pierwszego, ani paliwo, ani o podwyżkach płac pracownicy nie słyszeli, więc, jak rozumiem, coś się stanie o czym nie wiemy, że te same często firmy, nagle za dotychczasowe pieniądze wywozić śmieci nie mogą, bo zbankrutują. Zupełnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Szpital w moim mieście ma płacić za swoje śmieci dziesięciokrotnie więcej niż dotychczas – to koniec szpitala (każdego), definitywny. Nie dam gardła, ale jakoś jestem przekonany, że śmieci i odpady z mojego szpitala nie lądowały w lesie, czy w rzece i wierzę, że nie lądowały w garażu jakiegoś lewego przestępcy. Zresztą, z tego co widziałem w informacjach wynika, że ów przestępca zaniżał ceny o ok. trzysta procent w stosunku do  cen uczciwych firm utylizacyjnych. Co się więc takiego stało, że koszty śmieci muszą wzrosnąć dziesięciokrotnie!!!???

To jest pytanie do urzędników i posłów PO. I nie mógł nie nasunąć mi się tu jedyny zdroworozsądkowy wniosek: Tak bezrefleksyjne, tak byle jakie i tak głupie wprowadzanie w Polsce zaleceń Unii Europejskiej z jakim mamy do czynienia w wykonaniu Platformy Obywatelskiej, to jest po prostu granda. Priorytetem jest tylko i wyłącznie konieczność wprowadzenia przepisów prawa wymaganych przez instytucje unijne. Jakość tych przepisów, ich koszty dla społeczeństwa i dla gospodarki, a przede wszystkim bylejakość tych przepisów po prostu wołają o pomstę do nieba. To już nawet nie jest działanie na czyjąś korzyść, w tym wypadku firm śmieciowych. To jest działalność na szkodę społeczeństwa, to jest działanie antypolskie (idzie mi o mieszkańców – wszystkich – nie jestem narodowcem i nigdy nie będę). I znów ma rację Kurski stwierdzając, że bogaci mieszkańcy Monachium płacą mniej za śmieci niż Polacy. Trzeba mieć talent, żeby tak konstruować ustawy, trzeba mieć talent żeby w taki sposób promować, wspierać i bez (K)ozery promować (nie)polską przedsiębiorczość

Jesteśmy ewenementem w skali europejskiej, a być może światowej, w paradoksie dochodowo-wydatkowym obywateli kraju. Dochód na obywatela w naszym kraju jest jednym z niższych w Europie, wydatki, jedne z najwyższych i to wydatki „przymusowe”. W Polsce pracownicy supermarketów zarabiają kosmicznie mniej niż ich koledzy (i koleżanki) w Europie Zachodniej, najmniej zarabiają dostawcy (rolnicy, piekarze, rzeźnicy…), a ceny są w Europie najwyższe. Chleb w supermarkecie angielskim, czy irlandzkim kosztuje 30 eurocentów, albo w okolicy tej ceny. U nas ok. 2 złote. Za 50 Funtów w brytyjskim Tesco, można ubrać się od stóp do głów dwa razy i mieć jedzenia na trzy dni, przy czym buty angielskiego Tesco nie są naszymi „kapciami” z Biedronki na dwa, góra trzy spacery. I producenci chleba, wszyscy – od rolnika do piekarza, wszyscy pracownicy supermarketu, od kierownika do kasjerki zarabiają znacząco więcej niż ich polscy odpowiednich. O co więc tu do kurwy nędzy chodzi!? Wszyscy, poza Polską dzielą zyski między właścicielem firmy (supermarketu), a krajem, w którym stoi – wszyscy, poza tymi w Polsce. I wszędzie się opłaca taniej, a w Polsce…, tego się po prostu nie da wytłumaczyć, to trzeba zmienić! A Platforma tego w życiu nie zrobi.

Mógłbym tak jeszcze pół książki…, ale wyszedłem ze skóry i… „хватить”.

niedziela, 09 czerwca 2013, andy_lighter

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/06/09 16:30:53
Od lat piszę o przerażająco dużej rozpiętości między najuboższymi i najbogatszymi Polakami i jakoś nie znajduję poparcia wśród blogerów - nikt nie widzi problemu, a ja się czuję jak jakiś komunista-czekista, który chce zbójeckim prawem komuś coś odebrać. Czemu teraz o tym wspominam (pomijając fakt, że nadal jest to zjawisko dla mnie ważne i niepokojące oraz nieuzasadnione niczym) ? Bo dla każdego Francuza czy Niemca 100 Euro znaczy mniej więcej tyle samo, ale dla Polaków już nie: dla jednego to kwota na przeżycie na tydzień lub dwa, dla drugiego - na waciki dla służącej. Podniesienie podatku śmieciowego o 40 zeta dla większości decydentów to takie oj tam, oj tam i dlatego nie widzą problemu, nie starają się, żeby było taniej, nie dostrzegają bólu po stracie 40 złotych. A to tylko jeden z rosnących podatków. Ja się w sumie nie dziwię popularności PiSu - ludzie chcą mieć nadzieję na przeżycie, i trudno im się dziwić, a on im to obiecuje. PO nie potrzebuje wroga, sama się wykończy tym aroganckim lekceważeniem własnego elektoratu, ale o tym już pisałam niedawno, więc nie będę się powtarzać.
Pozdrawiam i mimo wszystko miłego wieczoru życzę :)
-
2013/06/09 16:43:14
Znam Twoje teksty Avianco i z reguły się z Tobą zgadzam. A już na pewno nie oceniam Cię jak koministę-czekistę, bo... sam czuję się czasem tak właśnie postrzegany. "Bo przecież narzekam na PO i Tuska" - no to na pewno chcę wybrać Millera, albo Kaczyńskiego. Ręce opadają, ale cóz zrobię, nie chce mi się udowadniać, ze nie jestem wielbłądem, tak samo jak nie chce mi się udowadniać, że krytyka Tuska i PO to nie wynik wrogości, tylko zdrowego rozsądku i nieudawania, że wszystko jest dobrze, bo inni mają gorzej. Np. Niemcy mają niższy wzrost PKB, czyli Polska jest the best!!!. I mogę się wściec, al nic nie wskóram, skoro komentujący i piszący nie widzą, ze choćby PKB Niemiec był jeszcze pięć razy niższy niż teraz, Niemca to niekoniecznie interesuje, kiedy zagląda do własnego portfela i planu obowiązkowych wydatków. My, z takimi rządami i z takim sposobem ustanawiania przepisów prawa, bijących tylko i wyłącznie obywatela, nie tylko nie dogonimy, ale nie zbliżymy się do nich NIGDY! Warto zdać sobie z tego sprawę.
-
Gość: Jerry, *.tsm.tarnobrzeg.pl
2013/06/09 21:10:16
Cytuję: "wydatki, jedne z najwyższych" Myślisz tu o mediach. A problem jest bardziej rozległy.

Jestem w trakcie kompleksowego remontu domu. Były skute stare tynki wewnętrzne. Ekipa, która kładła nowe tynki, pracowała 5 dni po 10 godzin, 4 ludzi.
Wzięli za samą robotę 9 tys. zł.
Wychodzi 45 zł za roboczogodzinę. Przy poziomie naszych wynagrodzeń w kraju, to jest absurdalnie wysoko. Ja, jako główny księgowy, mam roboczogodzinę na poziomie 20 zł.
Rozumiecie? 20 zł. Przy moim zakresie wiedzy i odpowiedzialności! A tu, goście robiący mi tynki zarabiają ponad dwukrotnie więcej ode mnie.

To jest absurd. Ceny usług. Podobnie mają się relacje do pozostałych usług remontowych.
-
2013/06/09 21:59:00
I tego właśnie nijak nie mogę pojąć. W Niemczech, czy UK, gdyby sobie taki kafelkarz, czy hydraulik zaśpiewał cenę "przeliczoną na godzinę - dwukrotnie wyższą) od wykształconego zleceniodawcy, wyleciał by na kopach i albo by się szybko opamiętał i "zszedł na ziemię", albo wylądował w śród armii bezdomnych, bezużytecznych rzadkich jednak w miastach (w centrach) "egzemplarzy".
Natknąłem się parę razy na "meneli" w Niemczech - żaden z nich nie był Niemcem, polak był jeden, ale wyjechał z Polski już jako degenerat, z rodziną. Inni Polacy pracują za "niemieckie stawki", mniej więcej takie jak stawki polskie. Tyle, ze tam życie jest tańsze (to nie żart - w marketach można się załamać, jak się przeliczy Euro na złotówki, oczywiście na tych w Polsce). Kupiłem oryginalne Pumy na 49 Euro (jeśli się nie mylę, to made in Spein) i t-shirta z długim rękawem za 9.99. Chwilę później byłem z bratem w centrum handlowym w Polsce i identyczny t-shirt, nawet z tą samą metką (9,99 Euro jak byk jest napisane - gdzieś nawet zachowałem tą metkę z Polski, z obydwoma cenami, ale teraz nie wiem gdzie) kosztowało 60 złotych! Sam tego doświadczyłem, więc nie ściemniam.
-
2013/06/09 23:28:39
Tekst i komentarze pokazują bardzo romantyczny stosunek do państwa i ekonomii. Słuszne postulaty nie zastąpią jednak rachunku i prawdziwych liczb. Otóż hydraulik w Niemczech kosztuje około 45,- euro plus 19% VAT wychodzi więc ponad 50,- za godzinę. około 8.500,- euro miesięcznie, czyli ponad 100 000,- euro rocznie. Takie zarobki ma w Niemczech nieiwiele więcej niż 10 % zatrudnionych. To jest rzeczywiście problem, że ceny pracy rzemieślniczej są tak wysokie, że większość ludzi jest zbyt biedna, żeby z nich skorzystać. Na ceny w supermarkecie ma wpływ struktura zatrudnienia. Tam, gdzie w niemieckim sklepie są tylko dwie ekspedientki, w Polsce jest ich znacznie więcej i do tego dochodzi jeszcze kilku ochroniarzy. Widocznie jest taka potrzeba. Ogólnie ceny w Polsce są niższe niż w Niemczech ale w Niemczech zdażają się większe obniżki. Trudno na podstawie jednego podkoszulka oceniać całą gospodarkę narodową. Po za tym wbrew pozorom, rząd ma minimalne możliwości ustalania cen, więc jest mało prawdopodobne, że zmiana rządu spowoduje obniżkę cen.
-
2013/06/09 23:50:58
@danekstraszyńk,
nie sposób mi się do tego odnieść, bo widzę, że ja o wozie, Ty o kozie.
Hydraulik w Niemczech kosztuje 45 Euro..., to znaczy, ze się nie dogadamy, bo ja znam hydraulików w Niemczech "paru" i żaden nie kosztuje... a, szkoda słów. Wg Twoich obliczeń, hydraulik w Niemczech ma 9000 tys. Euro miesięcznie. Chłopie! To "kosmiczny" zarobek nawet dla przeciętnego Niemca. Pokaż mi jednego takiego hydraulika. Z takich informacji jak Twoja, bierze się wiedza wielu Polaków, w tym ekspertów, że zarobki na zachodzie są większe, ale koszty życia są nieporównywalne - to bzdura, droższe są mieszkania (teraz coraz mniej droższe), a pozostałe koszty są mniejsze.
Dziwne rzeczy piszesz o dwóch ekspedientkach w niemieckich sklepach. Idź do niemieckiego Lidla, a potem do "polskiego". Zgadnij gdzie stoisz w dłuższej kolejce i zgadnij dlaczego. W Biedronce kasjerka musi dzwonić parę minut, żeby kogoś wywołać do drugiej kasy, jak już kolejka przekracza granicę rozsądku (nawet Polskiego). W Niemczech takiego problemu nie widziałem i kombinowałem do której kasy (z kilku czynnych) się ustawić.Albo żyjesz w Niemczech i Ci się przejadło i nie znasz polskich realiów, albo jesteś w Polsce i byłeś w Niemczech w czasie jakiegoś strajku pracowników - miałeś pecha. Jedno jest pewne - widzieliśmy "dwa różne Niemcy" i nie myśl sobie, że taki ze mnie "Niemiec", bo akurat nie przepadam. Ale że nie przepadam to jedno, i nie znaczy że nie mam pisać i czuć co widziałem i czego doświadczyłem.

liczniki

 Dodaj do Google stat4u free counters