Blog > Komentarze do wpisu

Żołnierz fortuny

 

Mianem „żołnierzy fortuny” określa się najemników. Czyli ludzi, którzy walczą o zwycięstwo jakiejś tam strony w konflikcie. I dostają za to pieniądze.

Zbigniew Romaszewski, zmarły opozycjonista, do którego życiorysu nie mógł nawet zbliżyć się inny wielki opozycjonista. Życiorys Zbigniewa Romaszewskiego był absolutnie najbardziej opozycyjny z opozycyjnych. Najbardziej szlachetny ze szlachetnych. Najbardziej niebezpieczny z niebezpiecznych. Był absolutnie wielkim człowiekiem. I nikt, absolutnie nikt nie mógł tego kwestionować.

Jest jasne, że za swoje bezcenne, nieocenione zasługi, został senatorem po „89. roku. To było absolutnie oczywiste dla takiego człowieka jak Romaszewski. On ryzykował pozbawieniem wolności, on absolutnie się zasłużył (działalność opozycyjną i to naprawdę odważną zaczął w latach siedemdziesiątych, na długo przed KOR-em). Jednym słowem ikona absolutnie zasłużona, chociaż dla mnie był radykalny, ale pluralizm zobowiązuje i zobowiązuje głosowanie (przez myśl mi nigdy kiedyś nie przeszło, żeby Romaszewskiego dyskredytować, chociaż ma inne poglądy – trzeba wygrać w wyborach).

A potem przyszedł czas końca lat ’90-tych i XXI wiek. I Pan Zbigniew Romaszewski pokazał swoje prawdziwe oblicze. Wiem, że w latach 2- tysięcznych, jako przedstawiciel PiS-u (nawet nie wiem, czy był członkiem, ale wiem, że był absolutnie wspierany i popierany we wszystkim), zaczął być wicemarszałkiem z urzędu „bez łaski”.

Był wielki i nikt by mu tego nie odebrał – za swoją działalność, na długo przed powołaniem KOR-u, po ’89 roku był absolutną ikoną polskiego opozycjonizmu. Niewielu mogło „przy nim” stanąć: Frasyniuk, Kuroń, Michnik, Modzelewski...

Jednak coś się zmieniło. Coś się stało, że Zbigniew Romaszewski postanowił wziąć wypłatę za swoją walkę. Jak żołnierz fortuny – najemnik, który walczy i ryzykuje życiem, ale żąda za swoje poświęcenie i ryzyko, sowitej wypłaty. Wiadomo było już w 2007 roku, że fotel wicemarszałka senatu mu się należy, za życiorys! Za opozycyjność! Należy mu się gabinet i służbowy samochód. Nigdy nie zapomnę, jak z pianą w kącikach ust domagał się fotela wicemarszałka senatu i samochodu służbowego w TVN24 (2007), kiedy dziennikarz pytał go o niepewny wynik głosowania. Chyba na skutek tego wywiadu dostał ten fotel i samochód – dla świętego spokoju i za życiorys. Piana w ustach Zbigniewa Romaszewskiego pojawiała się jeszcze parę razy. Nerwowy typ był, nie potrafił dyskutować, tylko… piana w kącikach ust.

A potem zadośćuczynienie za to, że nie wyjechał do Ameryki i nie został profesorem, i w ogóle nie zrobił kariery naukowej. Trochę dziwne, bo w czasie , gdy powinien robić karierę naukowa robił robotę opozycyjną. No, ale może miał teorię jak komuna wpływa na fizykę i zrobiłby profesora…

Dostał za swoją działalność opozycyjną 250 tyś. zł, albo cos koło tego. Kim więc był Zbigniew Romaszewski? Opozycjonistą, czy najemnikiem opozycji? Opozycjonista nie bierze pieniędzy za swoją działalność, najwyżej zajmuje jakieś stanowisko, jeśli opozycja wygra. Albo nie. Romaszewski od pierwszego dnia, od pierwszego rozdania był Senatorem!!! Od pierwszego dnia był na świeczniku. Ale na świeczniku był tez Wałęsa, Mazowiecki…, on był zapewne większy i nie mógł tego zdzierżyć. Postanowił „przeliczyć” swoją walkę na pieniądze”. Przedtem go nie cierpiałem, kwestionowałem jego stołek wicemarszałka senatu, ale nigdy nie odważyłbym się kwestionować jego zasług. Dziś kwestionuję jego cały życiorys.

Kiedy zażądał za swoją działalność opozycyjną wynagrodzenia, uznałem go za najemnika. Nie może być inaczej, gdybym uznał go za równego Frasyniukowi, czy Janasa albo Bujaka, którzy za swoją walkę nie wzięli złotówki, natomiast każdy z nich po prostu spróbował swoich sił i możliwości w nowej rzeczywistości, byłbym skrajnie nieuczciwy. Romaszewski dostał ciepły (bogaty) stołek na 25 lat, reszta musiała ryć i się doryć. I ta reszta robi swoje, a gorący, dwudziestopięcioletni gorący stołek, bezrobotny prawie, życzy sobie wynagrodzenia za walkę.

Żołnierz fortuny – (inaczej najemnik) taka jest definicja człowieka, który walczy i za walkę dostaje wynagrodzenie.

Zbigniew Romaszewski nie był Polskiem opozycjonistą. Był żołnierzem fortuny, kiedy dostał za swoją walkę (domniemane niezostanie profesorem) wypłatę.

Ja bym chciał być magistrem. Ale cholera… komuna była wtedy… Może by tak…, za moje niewykształcenie…

Nie bardzo płakałem za Zbigniewem Romaszewskim. Płakałem za tym, że był wielki. Ale… rozmienił się jak ostatni hochsztapler na drobne. Zdradził samego siebie i swoje ideały.  

______

A tak już nie związane z tematem, ale mój ukochany utwór, przypadkiem o ty samym tytule. Zachęcam, bo jest... wspaniały.

czwartek, 13 lutego 2014, andy_lighter

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/02/14 06:19:57
Myślę, że jest taki typ ludzi, którzy będą wiecznymi opozycjonistami, bez względu na otaczająca ich rzeczywistość. Zawsze jest coś nie tak, z czym trzeba się nie zgadzać i z czym walczyć. I zawsze czują się pokrzywdzeni i niedoceniani. Myślę, że Romaszewskiemu tak naprawdę nie o pieniądze chodziło, a o wyróżnienie właśnie. Kiedy skończyły się inne możliwości, zaczął dochodzić go w sądzie (pozdrowienia dla sędziego!).
-
2014/02/14 07:12:40
Rzymskie tradycje trzymają się mocno!
...
Zawsze trzeba uważać na tych co nawołują do zaorania miejsca po Nowej Kartaginie... Nawet kiedy mają "nazwisko".
Legioniści i gladiatorzy byli zawsze pupilami gawiedzi i nie kochali krytyków.
Czy to źle? Zależy kto komu ustawi krzyże na drodze do przyszłości, zgodnie z rzymską tradycją... Tylko legenda trwa, Spartakus żył krótko.
-
2014/02/14 08:59:33
@Avianco,
wspaniale to "rozebrałaś". Chyba masz rację, ale skończyło się na pieniądzach, czyli... jakie to małostkowe.

@Poltiser
Zależy kto komu ustawi krzyże...
No tak, dopóki był senatorem, a w dodatku wicemarszałkiem było o.k. Potem się obraził i postanowił ukarać niewdzięczników.
Spartakus zył krótko - Romaszewski kilkanaście lat był opozycjonistą. I chciał, zeby legenda trwała... wiecznie.
-
2014/02/14 11:26:57
Andy
niektórzy patrzą na wszystko przez pryzmat pieniędzy i tak oceniaja innych, jeszcze inni przez pryzmat wyróżnienia. Są jednak ludzie którzy przez całe życie walczyli o sprawiedliwość i takim był Romaszewski. Na ogół walczył o sprawiedliwość wobec innych osób. Pisanie o nim żołnierz fortuny nie o nim źle świadczy tylko o autorze tych słów.
Jeżeli Romaszewski upomniał się o sprawiedliwość wobec swojej osoby to nie dlatego, że
chciał jak to piszesz zadośuczynienia za stracone szanse zostać super naukowcem tylko właśnie o sprawiedliwość. Pokazał wielu pokrzywdzonym przez PRL że warto i należy dochodzodzić sprawiedliwośći , skoro ich oprawcy żyją jak pączki w maśle za nasze pieniądze.
-
2014/02/14 13:03:26
@Spo-kojny,
w przeciwieństwie jednak do tych innych pokrzywdzonych, miał wszystko: stanowiska, zaszczyty, ordery. I dopóki to miał, o nic się nie upominał. Dopiero po dyshonorze w postaci utraty zaufania wyborców, postanowił pokazać im (tym wyborcom) środkowy palec. Był tym, który uważał, że za życiorys należą mu się zaszczyty "z urzędu". Nie uznawał przegranej w wyborach. On nie mógł przegrać.
Mam gdzieś co i jak o mnie świadczy w kontekście Zbigniewa Romaszewskiego. Umarł wielki człowiek i należy wynosić go na ołtarze - ja się z tym nie zgadzam, bo on sam z tego "ołtarza" się zrzucił. "Odszkodowaniem" obroną i wstawiennictwem za Staruchem, chciejstwem marszałkowsko-służbowosamochodowo-fotelowym, itp.
-
Gość: ot, ja, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/14 14:10:49
"...Umarł wielki człowiek i należy wynosić go na ołtarze - ja się z tym nie zgadzam, bo on sam z tego "ołtarza" się zrzucił. Odszkodowaniem..."Zgadzam się z Tobą Andy. Zaszczyty miał. Należały się. Wzięta "za robotę" kasa stawia go na innym miejscu w klasyfikacji "bohaterów narodowych". Nie bez znaczenia jest ten aspekt, w obecnej walce o innego "bohatera", a mianowicie Kuklińskiego. Próbuje się udowadniać za wszelką cenę (nomen omen), że płk. pracował dla Amerykanów za darmo. Czyli jednak, jest to bardzo ważne, przy stawianiu pomników. Niestety, nie dla wszystkich. Dzięki za Deep Purple. Pozdrawiam.
-
2014/02/14 16:31:23
To prawda Jurku,
sprawa Kuklińskiego narzuca tu się w sposób oczywisty. Fachowcy twierdzą, że Kukliński dostawał pieniądze, stronnicy "bohaterstwa" pułkownika twierdzą, ze nie ma na to dowodów. Mnie to nie dziwi, ze nie ma, ale uważam, że brał.
Nie ma dowodów, bo Amerykanie za wszelką cenę chciały przedstawić pułkownika jako bohatera, i ostatecznie to oni rozdają karty (ujawniają dokumenty) wedle własnego uznania (czyt.: własnych potrzeb).
Nie wierzę, żeby CIA nie płaciło swoim źródłom. Służby muszą jakoś "związać" ze sobą "źródło". Uzależnić je, mieć ewentualnego haka (czyt.: w razie niebezpieczeństwa wpadki, pewność, że nie sypnie zbyt dużo). Nikt jeszcze nie wymyślił lepszego "związania" niż pieniądze. Zresztą, styl życia pułkownika też powoduje, ze pytania o kasę nie są bezpodstawne. Oczywiście to są tylko moje... dywagacje i mogę się mylić, chociaż... prawdy jak sądzę, nie dowiemy się nigdy.
Hej Jurku.
-
2014/02/14 17:48:17
Andy
Może jak uświadomisz sobie że Romaszewski o odszkodowanie wystąpił gdy jeszcze był senatorem to zmienisz zdanie. Czasem warto sprawdzić zanim łgarstwo wykorzysta się do
oczerniania innych.
Jakiż Ty jesteś podobny do tych pismaków z PRL którzy pisali że KOR(a w tym Romaszewski) broni chuliganów i wandali, pisząc o obronie Starucha.
Romaszewski i wtedy i teraz bronił tych wobec których stosowano nie tyle sprawiedliwe
procesy tylko represje.

-
2014/02/14 18:01:40
OT JA
Dla mnie kwestia pieniędzy w przypadku Kuklińskiego jest prosta. Jego dochody jakie miał z pełnionych funkcji był wystarczający na życie jakie prowadził . Co miałby niby robić z pieniędzmi otrzymywanymi za tzw. szpiegostwo. PRL to taki ustrój w którym sprawdzano czy ktoś nie wydaje więcej niż zarabia. Więc jeśli ktoś miał lewe dochody to mógł je przeznaczać na to co nie rzuca się w oczy. Tymczasem nic takiego Kuklińskiemu nie zarzucano. A ci którzy piszą o jego dodatkowych dochodach mówią o mieszkaniu, czy jachcie. I tu pokazują swoją niewiedze o tamtych czasach.
-
Gość: ot, ja, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/14 19:17:27
spo-kojny
No to jesteś farciarz, że dla Ciebie sprawa Kuklińskiego jest prosta i jasna. Ja uważam, że istnieją wątpliwości. I jeżeli one są, to należy podchodzić do jego bohaterskiej szlachetności, z ostrożnością. To, że właśnie tak jest przedstawiany przez Amerykanów, nie dziwi. Oni swoje służby i agentów szanują, a jednocześnie dają przekaz: służysz nam, jesteś szlachetny i działasz po dobrej stronie. Taki PR. Naszej "prawej" stronie, też taki pomnikowy bohater w ideologicznej wojnie z PRL, jest niezbędny. I to działa świetnie, bo wierzysz w to bez zastrzeżeń. Jednak, płk. Kukliński dysponował wiele większymi funduszami (i wcale się z tym nie krył), niż jego koledzy oficerowie, np. ppłk. Józef Putek, szef ochrony kontrwywiadowczej w Sztabie Generalnym, który raportował o tym do swoich zwierzchników. Dziwne, ale nie było odzewu. Poczytaj, poszukaj, a dowiesz się, że Kukliński był zwerbowany przez CIA w Wietnamie w 1967-68r. Po zdemaskowaniu, wykorzystywany był przez Rosjan, jako podwójny agent. I stąd ta ochrona. Poszukaj informacji o operacji GRU, kryptonim "Kukłowod"(Lalkarz). Informacje przekazywane przez Kuklińskiego, najlepiej przysłużyły się Amerykanom i ZSRR, i ich wzajemnych układom. Taka to służba. My nie skorzystaliśmy nic. Aha, nie przyjmuję do wiadomości, że w tej sytuacji nie można wierzyć "Ruskim", bo w innej "wejdą nie wejdą", można a nawet trzeba.
www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/podwojny-agent
www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/kuklinski-fakty-przecza-mitom
-
2014/02/14 23:39:14
OT JA
Napisałem kwestia pieniędzy a nie sprawa . Są niepewności ale żeby sobie rozjaśnić należy czytać o konkretach a nie jakieś wywody jak te które wiele sugerują i zadają pytania co do których są znane odpowiedzi. Wiadomo co sie działo z teczka Kuklińskiego i owszem można mięć watpliwości czy podane fakty sa prawdziwe. Ale autorzy nawet nie zauważają że są wyjasnienia tylko rzucają niczym nie poparte sugestie. Radze zmienić żródła informacji albo przynajmniej konfrontować je z innymi.
-
2014/02/15 01:02:25
Okres żałoby służy wyciszeniu emocji- dużo lepiej dokonywać ocen z perspektywy czasu, na chłodno, dlatego nie podłączę się pod ocenę życia senatora Romaszewskiego. Zabiorę natomiast głos w sprawie różnicy między najemnikiem a patriotą: Nie chodzi tu o sam fakt pobierania wynagrodzenia. Nawet bardzo wysokie honorarium nie dyskwalifikuje człowieka, jako patrioty (za darmo pracuje tylko niewolnik, bo nawet wolentariusz zbiera cenne doświadczenie i punkty do C.V.). Podobnie nie bulwersuje mnie dochodzenie swych praw na drodze sądowej nawet, jeżeli to spór z Państwem. Jest natomiast coś ważnego, o czym nie napisałeś. Patriota potrafi zrozumieć, że Państwa chwilowo nie stać na zapłatę. Żołnierz- patriota będzie walczyć bez żołdu, jeśli sytuacja na froncie uniemożliwia jego terminową wypłatę. Nie zeżre sam prowiantu dla całego oddziału, lecz weźmie tylko swój przydział nawet, jeśli nie zaspokoi jego potrzeb. Gdy instytucja (nieważne, czy to państwo, czy firma) zalega ze zobowiązaniami lub nie chce płacić należnych odszkodowań swoim podopiecznym (obywatelom, czy pracownikom), to uczciwy człowiek domaga się sprawiedliwości dla wszystkich. Pomyślmy co by było, gdyby pracownicy firmy stojącej na skraju bankructwa chcieli bezwzględnych wypłat od zaraz. Może by je uzyskali, ale firma by zbankrutowała i na bezrobociu straciliby podwójnie. Lepiej wynegocjować rozłożenie wypłat na raty. Tak zrobiłby mądry i uczciwy człowiek. Człowiek nieuczciwy wyrwie swoją dolę dla siebie i będzie siedzieć cicho. Nie będzie go interesować los współpracowników, wykorzysta swoje wpływy dla załatwienia swojej prywaty i zapchany szmalem, zamilknie usatysfakcjonowany, choć problem zakładu i załogi pozostanie nierozwiązany. Analogicznie jest w przypadku Państwa.
-
Gość: Piotr Opolski, *.internetia.net.pl
2014/02/15 07:36:41
Zgadzam sie z Tobą !!!
Za co dostałem opr na swoim blogu, może delikatniej sie wyraziłem ?.
Pozdro
-
2014/02/15 13:30:42
Wolland
To mam nadzieje że dzieki Twoim wyjaśnieniom wielu zrozumie że Romaszewski pozostaje patriotą a nie jakimś żołnierzem fortuny. W końcu w 2011 roku mieliśmy super sytuację ,
państwo na pewno dalekie od bankructwa, urzędnicy otrzymujący bardzo wysokie premie ,
Przecież w żadnej firmie która jest na skraju bankructwa zarząd nie wypłaca sobie ekstra premii nawet najbardziej zasłużonych.
-
Gość: Rudy102, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/15 15:38:45
W moim Szpitalu Powiatowym, zadłużonym po uszy, wypłacili sobie sowite premie. Wszak to budżetówka, czyli "niczyje".
-
2014/02/15 20:37:25
@Spo-kojny,
a domagał się od Państwa odszkodowania w pozwie zbiorowym wraz z innymi poszkodowanymi przez komunę obywatelami, czy nad dobro Polaków przedłożył własną prywatę i wykorzystując koneksje polityczne załatwił wypłatę odszkodowania dla swojej skromnej osoby???
-
2014/02/15 21:12:11
@Wolandzie,
a jak nie wpłynęły pieniądze, a ja jestem na afgańskiej pustyni? Wstaję i wołam do talibów: "Sorry Panowie, wycofuje się, bo szef mi nie zapłacił". A Talibowie odpowiadają: "Dobra stary, spadaj, a my dalej będziemy się bić". Przecież to jest chore.
I... pokaż mi miejsce na uczciwość, bo ja widzę kupę miejsc... (schowania) uczciwości.
-
2014/02/15 21:25:31
@Andy,
Właśnie o tym pisałem. Są momenty, kiedy trzeba zagryźć zęby i przyjąć na klatę straty, jakie ponosi Państwo z powodów agresji zewnętrznej, okupacji, a czasem, kryzysu ekonomicznego. Jakoś tak się dziwnie składa, że po odszkodowania za czas komuny, pierwsi w kolejce ustawili się stosunkowo najlepiej ustawieni: Kościół, Romaszewski, Czuma, gminy żydowskie..., przy czym szczytem bezczelności wykazał się Kościół, domagając się zwrotu tego, co przehandlował z komuchami za fundusz kościelny, zdradzając przy okazji Polaków.
-
2014/02/15 22:15:17
No comment Wolandzie.
I tyle.
-
2014/02/15 23:02:33
Wolland
Nie wszystko da się podłączyć pod proces zbiorowy . Tego nijak nie można połaczyć w proces zbiorowy . Poszkodowani w tym wypadku nie mogą w sądach wspólnie dochodzić swych praw bo każda sprawa dotyczy innego wyroku skazujacego i uniewinniajacego.

A jak piszesz o tym kto sie pierwszy ustawił w kolejce po własność narodową to niezapominaj o nomenklaturze . Ci najlepiej ustawieni w PRL najlepiej wyszli na przemianach i najwięcej się nachapali i nie musieli czekać jak Romaszewski żeby w uczciwym procesie otrzymać 24 tys zł tylko chapali od razu miliony.
A do tego wtórowali im Ci z hasłami " pierwszy milion trzeba ukraść" .

Zastanów się czy przypadkiem nie atakujesz uczciwych a zapominasz o złodziejach.
-
2014/02/15 23:05:26
Andy
I co znowu brakuje odwagi żeby przyznać się do błędu .
Tak się nisko cenisz.
-
2014/02/16 08:59:14
@Piotrek,
e tam, zaraz opr... Po prostu, nerwowy rocznik jestem i "skakam" dla zasady ;-) No wiesz, żeby... "skakać" ;-) A Ty jesteś zbyt wyrozumiały i szybko... przebaczasz. Moim zdaniem za łatwo i dlatego te "opr". Piotrze, "oni" nie byli by dla Ciebie tacy wyrozumiali. Chyba. Poczytaj np. co mówili tuż po wypadku Geremka, albo jeszcze przed pogrzebem Kuronia, choć już nie żył. Nawet nie czekali aż wystygną. A Ty i... Twoja szlachetność... Uważam, że niekoniecznie zasługuje (zasługują).

Wszystko mnie boli od tego wczorajszego skakania i jechania na łyżwach po złoto ;-)
-
2014/02/16 11:51:39
@Spokojny
Ja naprawdę napisałem, co miałem do napisania i nie zamierzam drążyć sprawy Romaszewskiego.
Przez 3 lata byłem foremanem w irlandzkiej firmie budowlanej. Gdy szef próbował nie płacić za nadgodziny, miałem z grubsza rzecz biorąc trzy wyjścia:
1. Nie robić nic.
2. Dogadać się co do mojej osoby (co byłoby najwygodniejsze dla szefa i dla mnie). Większość ludzi by się nie rzucała z powodu braku znajomości języka.
3. Domagać się wypłaty dla wszystkich.
Wybrałem trzecie wyjście. Szef marudził, że nie ma kasy, że nadgodzin jest mało, ja mu na to, że w takim razie i pieniędzy wyda mało. On utrzymywał, że nie ma kasy, stanęło więc na tym, że zabieram ludzi z budowy po ośmiu godzinach- żadnych nadgodzin gratis. A za soboty, zamiast wyższej stawki zaproponowałem skrócenie czasu pracy, przy pozostawieniu dniówki bez zmian- szef się zgodził. Przy czym istotne jest, że bez problemu szef by się zgodził płacić nadgodziny mnie, pod warunkiem że będę siedział cicho i się nikomu tym nie pochwalę. Żeby było lepiej- z czasem szef poszedł po rozum do głowy i poprosił, by jednak wszyscy robili nadgodziny za kasę.
-
2014/02/16 15:14:42
Wolland
Pytanie jest tylko po co to piszesz . I co ma się Twoje zachowanie do tematu notki.
Zachowanie Twoje było właściwe tylko pytanie czy też byś zrezygnował w sytuacji gdy musiałbyś najpierw uzyskać indywidualny wyrok sądowy a później miałbyś tylko (chyba 6 miesięcy) na wystąpienie o odszkodowanie. I od Twojego zachowania w żaden sposób nie zależałoby odszkodowanie za innych.

W końcu nie wybrałeś jednak opcji nie robię nic, pracujemy za friko bo ważne żeby firma miała się dobrze. A takiego zachowania oczekiwałeś od Romaszewskiego.
-
2014/02/16 17:11:02
@Spo-kojny,
Oczywiście, że nie wybrałem opcji "nie robię nic", podobnie jak nie poszedłem SAM do szefa i nie wystawiłem ludzi do wiatru. Nie poszedłem też w zaparte, lecz uzgodniłem z szefem kompromis- DLA WSZYSTKICH. Romaszewski zagrał NA SIEBIE. KAŻDY MA SWOJĄ MORALNOŚĆ!!!
-
2014/02/16 17:17:58
Przy okazji: kompromis, to takie coś, co uwzględnia interes obu stron. Jest ważny zwłaszcza dla osób ze sobą współpracujących lub zależnych od siebie (n.p. państwo- obywatel, pracodawca- pracownik). Bo jeżeli zbankrutuje państwo lub pracodawca, to po dupie dostanie obywatel lub pracownik.
-
2014/02/16 17:58:55
Wolland
Każdy ma swoją moralność. I niech o moralności każdego świadczą jego czyny, i jego słowa.
Mamy do czynienia z takimi faktami .
1. Romaszewski został skazany w PRLu
2. Tylko w indywidualnej rozprawie mógł się domagać procesu uniewinniajacego - uważasz że jest to granie na siebie?
3.Jest po rozprawie krótki okres na wystąpienie o odszkodowanie- co dałoby innym opozycjonistom gdyby Romaszewski zrezygnował?- gdzie tu niedbanie o innych?

I teraz te fakty mają przekreślać dokonania Romaszewskiego i traktować go jako
żołnierza fortuny i takiego co gra na siebie.
Do tego żeby wmówić czytelnikom taką ocenę Romaszewskiego
Andy posługuje się łgarstwem o tym że o odszkodowanie wystąpił po tym jak przegrał wybory.
Ty zaś oszukujesz że Romaszewski mógł wystąpić o odszkodowanie w pozwie zbiorowym.

Przy czym jak zwracam Wam uwagę na Wasze zachowanie to milczycie.

W jednym masz rację KAŻDY MA SWOJĄ MORALNOŚĆ
-
2014/02/16 18:58:01
Dla mnie osobiście nie istnieje możliwość, aby do twojego tekstu cokolwiek dopisać. Doskonale to ująłeś i spuentowałeś. Mój Ojciec, który na froncie spędził prawie 3 lata (na pierwszej linii) o żadne gratyfikacje się nie upominał (jak setki tysięcy innych, którym przyszło pod kulami iść). Pracował aż do emerytury i dalej wykonywał swą zawodową powinność za normalne wynagrodzenie, które rewelacją (niestety) nie było. I On na tym froncie na pewno - tak jak p. Romaszewski - najemnikiem nie był.
-
Gość: spo-kojny, *.dynamic.chello.pl
2014/02/16 19:14:18
Jabara
Czyżby Twój Tata (szacunek dla niego) uważał za najemników tych swoich kolegów którzy
otrzymali odszkodowania za czas spędzonych w oflagach czy więzieniach?
-
2014/02/16 19:15:44
Fakty są takie:
1. Romaszewski był senatorem pierwszej i drugiej siły politycznej w Polsce (w różnych latach sprawowania mandatu).
2. Romaszewski jest przedstawicielem licznej grupy osób pokrzywdzonych przez komunę.
3. Romaszewski był politykiem wpływowym, miał dobrych znajomych także w PO- świadczy o tym chociażby ciepła wypowiedź Niesiołowskiego.
4. Ze względu na mandat senatora, Romaszewski posiadał inicjatywę ustawodawczą.
5. Ani Romaszewski, ani klub PiS, ani klub PO, ani postsolidarnościowi parlamentarzyści, nikt nie zgłosił projektu ustawy wspomagającej obywateli w uzyskaniu odszkodowań, choć jedynie osoby i organizacje mające pieniądze lub wpływy polityczne stać było na prowadzenie procesu. Romaszewski zaś osobiście, podobnie jak Czuma, woleli olać obywateli, dla których dobra ponoć działali!
A wiesz dlaczego?! Bo na masową wypłatę odszkodowań nie było pieniędzy- jedyne, co można było uzyskać, to ugodę rozkładającą w czasie. TO BY BYŁO UCZCIWE! Jednak to nie było na rękę Kościołowi, który chciał kasę od zaraz. Po raz kolejny te chciwe bestie olały biednych ludzi, których nie stać na procesy. Głośno rycząc o pomocy biednym i miłości bliźniego, zagrabili kasę tym, których nie stać na procesy, którzy nie mają znajomych prawników, ani kasy partyjnej, czy parafialnej.
-
2014/02/16 19:27:20
@Jabara,
a właśnie. I zapewne nie pomyślał nawet "ile mi kiedyś zapłacą". I właśnie o tym pisałem (tzn. to miałem w głowie).
Dziękuję Ci za ten komentarz, bo on... uzupełnia to, co chciałem pokazać.

liczniki

 Dodaj do Google stat4u free counters