Blog > Komentarze do wpisu

Duda, chłopie, ależ mi cię żal

Ciekawe jak pan Duda, kandydat na prezydenta RP spędził wczoraj imieniny. Cieszył się, pił wino, czy płakał, bo ten obłąkaniec wpuścił go na minę.

Lech Kaczyński nigdy, nawet przez pół godziny nie był prezydentem Polski. Prezydentem był Jarosław Kaczyński. Tylko takim…, niewidzialnym.

Znajomi z dzieciństwa braci bliźniaków zgodnie twierdzą, że Jarek był szefem Leszka. Jak trzeba było z kolegami coś…, to Jarek wypychał Leszka (przed uprzednim poinstruowaniem) „Idź, załatw to”, albo „Idź, wpierdol mu”, albo „Idź, stań na bramce”. Sam nie robił nic, oprócz robienia niczym trener boksera w narożniku. Nie inaczej było w politycznym życiu braci Kaczyńskich. W Kancelarii prezydenta Wałęsy Jarek był jego „prawdziwym” sekretarzem. On był „sekretarzem”, a Lech „sekretarzował”. „On myślał, Lech wykonywał jego myśli”.

Potem znów polityka, znów sejm i ministerstwo sprawiedliwości. Jestem przekonany, że Lech Kaczyński, będąc „sobą” nie rozwaliłby AWS-u i wszystko dziś (szczególnie w 2001. i później) byłoby inaczej. Jarosław jednak zdecydował. Dlaczego więc nie cierpię Lecha Kaczyńskiego, skoro wszystkiemu winien Jarosław? Z prostego powodu – dupa, a nie chłop. Rozumiem, ze brat rządzi, kiedy są dziećmi, ale kiedy brat rządzi, a jesteśmy dorosłymi, samodzielnymi przecież (miał rodzinę, żonę dziecko, pracę…) ludźmi, szacunek uchodzi jak z przebitej dętki. Dziwię się żonie Lecha Kaczyńskiego, ze na to wszystko pozwalała.

Jak była polityka, trzeba było wysłać kogoś „na front”. Kogo? Lecha, na prezesa NIK. I tu się sprawdził. Lech Kaczyński lubił uczyć i się uczyć. Lubił grzebać się w papierach, wyciągać wnioski i wyciągać „śmieci – bzdury” (jestem przekonany, że gdyby był zastępcą, albo współpracownikiem Janusza Palikota w komisji „Przyjazne Państwo”, dziś Polska wyglądałaby zupełnie inaczej). Jestem przekonany, ze prezydentura Warszawy utwierdziła go w przekonaniu, ze to jest dla niego za dużo. Lubił, kiedy młodzi ludzie go słuchali, lubił czytać, kochał żonę i córkę, ale żeby „zarządzać” i panować nad tysiącami urzędników w miejskim „nie do ogarnięcia” molochu? Wiedział, że nie podoła i postanowił skupić się na jednej rzeczy – muzeum powstania. I jak wszystko, co robił sam, bez „opieki” i pomocy brata, wyszło mu śpiewająco. Dziś nikt nie odbierze Lechowi Kaczyńskiemu chwały za Muzeum Powstania Warszawskiego. Ale tez nikt nie przypnie nawet promila tej chwały jego bratu – to było jego i tylko jego (to chyba drugi raz, poza wyborem kandydatki na żonę, kiedy nie oglądał się na brata) dzieło.

Lech Kaczyński był lubiany, Jarosław nie. Lech Kaczyński był świetnym wykładowcą, Jarosław nie. Lech Kaczyński był zwykłym człowiekiem – „spieprzaj dziadu” było objawem zwykłego, ludzkiego wkurzenia, a nie poprawności politycznej, Jarosław nie.

Nadszedł czas, żeby sięgnąć po najwyższe cele – prezydentura. I jak to zwykle bywa, brat postanowił: „Leszek! Będziemy prezydentem!”. No i znowu tego biednego Lecha „na front”. Jestem pewien, że Lech Kaczyński był ostatnim człowiekiem, który by tego pragnął. Ale pan kazał, sługa musi. Jakim był prezydentem, wszyscy wiemy. Myślicie, ze on kłóciłby się o jakieś tam krzesło w Brukseli z Tuskiem? Nie sądzę – nie umiał być „sztywniakiem”, według protokołu to i tamto: w lewo, a nie prosto, albo w prawo, kompletnie mu to nie leżało. Najlepszy dowód to „zawalone spotkanie Trójkąta Weimarskiego z powodu bólu brzucha. Wierze mu, popił sobie i każdy kto sobie popił wie, co znaczy ból brzucha nazajutrz. A popijał nie bez kozery. Jestem przekonany, że jego alkoholowe problemy wzięły się z frustracji. Przez większość życia po ’89. robił to, co mu kazał brat, a nie to, co chciał. Jedyne na co mógł sobie w tej sytuacji pozwolić (sam) to prywatne przyjaźnie, z Saakaszwilim, Adamkusem, Juszczenką, ale jak wszyscy wiemy, były to przyjaźnie chybione. Nie wynikały z łupoty Lecha Kaczyńskiego, a raczej z chęci „usamodzielnienia się”. W sytuacji za ciasnych butów, nie miał wielkiego wyboru.

Kompletnie nie rozumiem, jak dorosły, mądry człowiek może poddać się władzy opętanego brata? Bo, że Jarosław jest i był opętany jakimiś sobie tylko znanymi wizjami wiedzą wszyscy. jedyne co mi przychodzi do głowy to… strach. On się go musiał po prostu, najzwyczajniej w świecie bać. I już nawet nie chodzi tylko o Jarosława, ale o ludzi, którymi Jarosław go otoczył. Wszyscy ludzie Lecha Kaczyńskiego byli ludźmi Jarosława. Lech nie mógł sobie nawet pierdnąć, żeby Jarosław o tym nie wiedział. To jest dla mnie jasne.

Dziś kandydatem na prezydenta jest Andrzej Duda. Nie cierpię faceta, ale jeśli pomyśleć, dlaczego go nie cierpię, to zaczyna się kłopot. Jest mądrym człowiekiem, kulturalnym, doświadczonym, ale… kiedy mówi banały, widać, słychać i czuć, ze mówi „nie swoim głosem”. Mówi głosem i „pismem” Jarosława Kaczyńskiego i stąd moje „przydługie” pociągnięcie tematu Lecha Kaczyńskiego.


Wyobrażam sobie, jak Andrzej Duda siedzi sobie w domu, z żoną i dziećmi, oglądają telewizję, pan Andrzej popija wino z dopiero co napełnionej lampki i nagle odbiera telefon: „Andrzej! Będziesz startował na prezydenta Polski – Będziemy prezydentem”. Wyobrażam sobie jak owo wino stanęło mu w gardle i jak zachciało mu się płakać. Andrzej Duda pracował w kancelarii Lecha. Był jednym z nielicznych ludzi „samodzielnego” Lecha. Widział i wiedział, „kto tu rządzi”. Marzy o tym, żeby przegrać, bo jeśli wygra, będzie jedynie pacynką na palcach Jarosława. Po co więc się zgodził?

Polityka, jak wiadomo wciąga. Wie, że nie papugując Jarosławowi skończy jak Wipler, albo jedzący własne gówno z podkulonymi ogonami Ziobro i Kurski. Jeśli nie będzie z Jarosławem, w ogóle nie będzie. Musi się więc godzić na bycie ustawianym i pomiatanym przez swojego szefa.

Dziś, po wyborach sporo wiem, do czego jest zdolny człowiek w „małej” polityce. Jak bez zmrużenia okiem przeskakuje z partii do partii, z ugrupowania do ugrupowania, frakcji do frakcji, komitetu do innego komitetu, żeby tylko „uratować” stołek. A co dopiero w wielkiej” polityce. A że rzygać się chce.. no cóż, tylko tym, którzy patrzą z boku. Kto z nas by nie chciał ciepłej posadki, kapitalnie płatnej, nawet z niewielkimi niedogodnościami. Tym bardziej, jeśli na żadnym innym  polu nie zdążyliśmy (albo nam nie wyszło) się sprawdzić.

poniedziałek, 01 grudnia 2014, andy_lighter

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/12/01 14:47:16
a wiesz Andy jaka nowa moda idzie ? to się przekonasz .. już dzisiaj w tv słyszałam politologa wieszczącego, że wynik pojedynku Komorowski - Duda będzie zbliżony do wyniku Gronkiewicz - Sasin. Dziennikarzom nudno, powoli zaczyna się kreowanie Dudy ... zobaczysz, co wkrótce będzie
-
2014/12/01 14:52:36
@Malinko,
im się wydaje, że mogą wykreować wszystko (pisałem o tym w swoim tekście "Polska zaraza". Ale ten numer im nie przejdzie - nie wierzę.
Pozdrawiam.
-
2014/12/01 14:57:41
System pisowski właśnie na tym się trzyma. Jedna wola - jeden wódz. Całkiem prawdopodobne, że Duda nie był zachwycony.Ale jest w maszynerii i jego wola i uczucia nie mają znaczenia. Podobnie pisowscy secesjoniści. Poza PiS życia politycznego nie mają, więc zasuwają boso do Canossy i staja potulnie w szeregu. W tym towarzystwie jedynie Gowin jest zdumiewający. Wlazł w szambo z własnej nieprzymuszonej woli i bez palącej potrzeby.
-
2014/12/01 15:20:07
@Starszy,
i w sposób zdumiewający wychodzi przed szereg. Sam, jak zauważyłeś, z własnej woli, a nawet na ochotnika.
-
2014/12/01 19:22:31
Możecie mnie uznać za cynika, ale nie ma we mnie odrobiny współczucia dla dorosłych ludzi świadomie wiążących się z Jarosławem Kaczyńskim. Duda ma wyjście: odejść z polityki, będzie zdrowszy i lepszy, a jako prawnik ma szanse wyjść na tym lepiej finansowo. Jemu jest WYGODNIEJ robić to, czego wymaga prezes.
-
2014/12/01 19:56:00
Wolandzie,
w zasadzie masz rację, ale...
Polityka to nałóg, dokładnie taki sam, jak alkoholizm. Wiem to z... jakby to nazwać..., powodów rodzinnych. Włos mi się jeży na głowie, obserwując wyczyny człowieka, który choruje na politykoholizm (po naszemu stołkoholizm). Moje problemy to pikuś, bo przynajmniej jak się u**bię, to nie wiem co się dzieje. A oni wiedzą i "muszą" w tym się kąpać. Absolutnie świadomie. I się kąpią, choć sami nie wytrzymują szambowego smrodu - kąpią się, bo "muszą".
-
Gość: Astronom Obcy, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/12/02 17:55:22
No to biedny Pan, panie Andy, z tym Kaczyńskim... z takim zaangażowaniem demaskuje Pan niskie pobudki jego szalbierstw, a on jak ten ''Targ'' z przysłowia - nic o tym nie wie ;-((( Ba! Nie dość, że nie traci przychylności moherowego elektoratu, to, o zgrozo!, zyskuje poparcie wśród młodych Polek i Polaków... ze szczególnym uwzględnieniem dziatwy szkolnej. Nawet bezlitośnie obnażony i przykładnie wysmagany przez tak znakomite pióro (klawiaturę) nie kladzie uszu po sobie, ale ostatnio jakby... nachalnieje??!! Doprawdy nie wiem jak ten fenomen wytłumaczyć, ale - proszę mi wybaczyć śmiałość - albo jest jakiś błąd w Pańskim o nim sądzie, albo sam ten sąd jest w błądzie. I może nie ma jednak sensu udawać, że w tym składzie porcelany Wiel - błąda nie ma? Kiedy on tam jednak tkwi.... i to na poczesnym miejscu.
Astronom Obcy
-
2014/12/03 11:20:47
Myślisz Astronomie,
że "on nic o tym nie wie". No to się nie zgadzamy - on od zawsze był mistrzem destrukcji i destrukcja (od czasów przecież Wałęsy) stanowi treść jego działań - sens politycznego istnienia. Nawet rządzenie porzucił po dwóch latach, bo jak się rządzi, to się nie niszczy, a on tak nie umie (z łatwością mógł ocalić koalicje z Giertychem i Lepperem).
Jest zbyt inteligentny, żeby nie wiedzieć, że jedynie destrukcja daje mu powietrza do oddychania.
-
Gość: polska, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/12/06 13:14:52
cała polska..... zapraszam do rozmowy poprostupolska.blogspot.com
-
2014/12/07 17:22:35
Astronomie, napisałeś:

Nie dość, że nie traci przychylności moherowego elektoratu, to, o zgrozo!, zyskuje poparcie wśród młodych Polek i Polaków... ze szczególnym uwzględnieniem dziatwy szkolnej.

Jestem bardzo ciekaw skąd masz informacje o poparciu dla prezesa ze strony "dziatwy szkolnej"? Czyżby z ostatnich wyborów, może jakieś sondaże objęły podstawówki?
O niczym takim nie słyszałem. Ale to nieważne. Ważne, że elektorat ogranicza się do "moherów" i młodych ludzi.
Mohery kiedyś wymrą - tak jak ja. Młodzi nabiorą doświadczenia, zmądrzeją, nauczą się odsiewać ziarno od plew.
Wtedy prezesowi zostaniesz tylko Ty i Duda.

liczniki

 Dodaj do Google stat4u free counters