Blog > Komentarze do wpisu

Zamiatać, czy nie zamiatać - oto jest pytanie

Zamiatanie jest bardzo ważną częścią powyborczej batalii.

Wszystkie maistreamowe media w tym kraju oburzały się, całkiem słusznie, na wymiatanie do spodu wszystkiego, co zostało po rządach PO/PSL i obsadzanie wymiecionej pustki swoimi śmieciami. „No jak tak można?”, „No  przecież to jest niedopuszczalne!”, „Tak nie można!”, „Konkursy!”, itd., itp.

A potem przyszła afera reprywatyzacyjna w Warszawie. I są do Hanny Gronkiewicz-Waltz dwa zarzuty – pierwszy to taki, że jest umoczona w aferze, czyli, że jest skorumpowana. Ale dowodów nie ma, więc jest drugi, bardziej „oczywisty” zarzut: „Przyszła baba na stołek i zostawiła starych urzędników! Zabić! Zniszczyć! Bo obowiązkiem było pozamiatać i powsadzać swoich! Jak można było zostawić ludzi poprzedniej ekipy!???”.

Podobnie jest z urzędnikiem Antoniego Macierewicza, co to medal dostał i na dodatek jest w radzie nadzorczej jakiejś tam. I reporter w telewizji nie zostawia suchej nitki na „wymienianiu” jak leci fachowców poprzedników, na „swoich przydupasów”. I za kilkanaście sekund inny reporter w tej samej telewizji toczy Pjanę” Jak to możliwe, że HGW nie wymieniła poprzedniego fachowca na swojego przydupasa”.

No to jak to w końcu jest z tym zamiataniem?. Trzeba zamiatać, czy zamiatanie oznacza „Teraz Kurwa My?”. Bo przyznam, że już sam nie wiem.

I kiedy wpadł mi do głowy ten temat, przypomniało mi się wszystko, od roku ’80. I dylemat „zamiatać, czy nie zamiatać”. Byłem absolutnie przeciw, bo byliśmy ludźmi, którzy się wzajemnie szanowali w pracy, lubili, znosili swoje „ochy i achy”, a nawet zwykłe „słabości” (czyt.: grzechy i grzeszki). A ktoś, coś, czyli Solidarność próbowała postawić między nami mur.

Nie godziłem się na to i… Ale to już osobny temat. Napisałbym o tym, ale kto by tam chciał się zajmować zwierzeniami „niegrzecznego nibydziałacza”. (Nibydziałaczem zostałem już na pierwszym zebraniu założycielskim związku, który sam stworzyłem). Ale… Dziś mój kolega, który później został prezesem spółki, spotkany na schodach w moim własnym bloku, czuł zakłopotanie kiedy odezwałem się „Cześć Andrzeju” (bo to mój imiennik jest). Gdybym kiedyś odezwał się do niego „Proszę pana”, dostałbym w mordę, a dziś…, był zakłopotany. Kiedy spotykam człowieka, który był szefem, prezesem firmy, w której pracowałem, i który zwolnił mnie z tej firmy (zresztą, miała rację), a spotykam go codziennie, bo pije piwo w pubie pod moim blokiem, nie usłyszę innego hasła niż „Dzień dobry kolego Andrzeju”.  I wiem akurat, że ten facet nie żartuje, bo nikt go tyle nie nawkurwiał, co ja, ale też nikt nie był tak w stosunku do niego, do firmy i do pracy, bardziej lojalny, tak dyspozycyjny i tak oddany, jak ja. Taka trochę schizofrenia, ale… sądzę, że warto było.

Korci mnie, żeby to wszystko opowiedzieć.

Więc jak z tym zamiataniem? Dobrze jest wymieść i swoje śmieci nawrzucać, czy niedobrze, jeśli daj panie boże (Uuuu! Znów kasa się kroi ze zwiększonego nakładu!), wybuchnie afera?


czwartek, 08 września 2016, andy_lighter
Tagi: władza

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/09/09 03:26:10
He, he... mnie uczyli, że "jakby nie patrzeć du.a zawsze z tyłu".
Kiedyś próbowałam "ogień z wodą" pogodzić (jedna vice z "S", druga vice z ZNP), a jak przyszło "co do czego", to ja "na bruk" wyleciałam. Nie żałuję, ani nikomu "nie mam za złe". To było bardzo pouczające doświadczenie, a "wywalenie na bruk" wyszło mi na dobre. Okazało się, że świat jest dużo piękniejszy, gdy się przestaje myśleć, iż coś się powinno, albo "nie daj Bóg" musi.:-)))
P.S. HGW kibicuję z całego serca i to z wielu powodów.
Pomyślności.
-
2016/09/09 13:04:48
@Ikka,
a niech cię... Z tą dupą z tyłu i wodą z ogniem miałem identycznie ;-)
I też nie żałuję, ale wkurza mnie, że ci, którzy "lubili pływać na powierzchni", dziś mają czelność wyzywać mnie od komunistów i złodziei, albo tam cyklistów i gorszego sortu. Bo poza tym, mam ich w..., no ;-)

liczniki

 Dodaj do Google stat4u free counters