Kategorie: Wszystkie | Osobiste | Polityka | Polska | Życie
RSS
niedziela, 21 sierpnia 2016

Andrzej Duda, prezydent PiS podpisał tzw. „Małą ustawę reprywatyzacyjną”, uchwaloną zresztą jeszcze przez rząd PO/PSL w poprzedniej kadencji.

Natychmiast po tym fakcie w mediach rozgorzała dyskusja – oskarżenia skierowane w stronę PO, a w zasadzie pod adresem Hanny Gronkiewicz-Waltz o przyzwolenie na dziką prywatyzację warszawskiego mienia.

Musze zaznaczyć, że pojawiać się będą w tym tekście określenia „nie pamiętam dokładnie”, „nie znam szczegółów”, itp. Ktoś może zapytać: to po co się tym zajmuję, skoro się nie znam? Odpowiedź jest prosta – pamiętam początek owej dzikiej prywatyzacji, a poza tym bardzo mnie temat zwrotu mienia „prawowitym właścicielom” obchodzi z powodów, o których niżej.

Jakieś może dwa lata temu, przy okazji kolejnego już (któregoś z kolei…?) bardzo głośnego przypadku najzwyczajniejszego w świecie bandyckiego przypadku oddania „kuratorowi spadkobierców nieruchomości”, głos zabrała prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Instytucja owego kuratora jest tak kuriozalna, że aż nie chce się wierzyć, że w ogóle mogła powstać. I do tego faktu właśnie chcę powrócić w kontekście oskarżeń pod adresem pani prezydent Warszawy.

W studio telewizyjnym dziennikarz pytał panią prezydent jak to możliwe, że kompletnie niezwiązanemu z byłymi właścicielami człowiekowi, oddawany jest majątek w newralgicznym punkcie stolicy, wart kolosalne pieniądze. Mało kto dziś pamięta o tej rozmowie, ale Gronkiewicz-Waltz opowiadała o początku owej dzikiej prywatyzacji.

A zaczęło się w sądzie, do którego zwrócił się jakiś gość z żądaniem zwrotu nieruchomości w Warszawie. Człowiek ten wiedział, kto był właścicielem owej nieruchomości przed wojną i na tym kończył się jakikolwiek związek owego człowieka z byłymi właścicielami. Znał jedynie nazwisko właścicieli. Nie pamiętam, czy miał jakiś świstek od prawników, czy jakieś inne papiery, w każdym razie zobowiązał się, że będzie się opiekował ową nieruchomością i zobowiązał  się odnaleźć właścicieli. Nie znam szczegółów, ale pamiętam, ze musiał kilkakrotnie zamieszczać w prasie ogłoszenie o poszukiwaniu właścicieli, a w przypadku ich niezgłoszenia się, po pewnym czasie stawał się jej właścicielem, czy też głównym dysponentem. Tak więc dostał ją właściwie za darmo, a mógł ją sprzedać po cenie rynkowej, czyli z ogromnym zyskiem. Za darmo więc, miał prawo stać się bogaczem.

Nie ma bardziej przestępczogennego prawa, niż usankcjonowanie przez sądy prawa do bandyckiej prywatyzacji. Ratusz Warszawski, wg słów pani prezydent z zaciśniętymi zębami i z poczuciem totalnej bezsilności musiał przekazać okazały budynek człowiekowi znikąd. Owe decyzje sądów były precedensem, po którym następne uznawania przez sądy roszczeń „przygodnych” ludzi w sprawach zwrotu majątku „kuratorom” przedwojennych właścicieli odbywały się niejako z automatu. Stały się normą.

Nie mogę wyjść z podziwu, dlaczego opinia publiczna, dziennikarze kierują swoje oskarżenia pod adresem ratusza, kompletnie nie interesując się okolicznościami prawnego usankcjonowania pierwszego, bezprecedensowego przypadku bandyckiej prywatyzacji przez sędziów sądów. Aż krzyczą, wołają o sprawdzenie okoliczności i rola prawników (sędziów? prokuratorów? adwokatów?) okoliczności ustanowienia owego precedensu. Skoro wyroki uznające roszczenia „kuratorów” stały się normą, a koszty postępowań ponosił ratusz, trudno się dziwić ewentualnym rezygnacjom ratusza stolicy z kolejnych, z góry wiadomo, że przegranych – bo kolejne sprawy było bliźniacze, identyczne, postępowań sądowych i przyznawały nieruchomość, czy równowartość z pominięciem drogi sądowej. pamiętam z jakim przejęciem Hanna Gronkiewicz-Waltz o tym opowiadała, ponieważ w grę wchodziły potężne pieniądze z budżetu stolicy z powodów zadośćuczynienia roszczeń. Owa reprywatyzacja, a szerzej zwrot mienia poprzednim właścicielom lub ich „reprezentantom” dotyczy nie tylko Warszawy.

I w tym miejscu chciałbym określić swoją postawę zdroworozsądkowa, będącą w opozycji do tych, którzy nazywają mnie zdeklarowanym antypisowcem, lemingiem, itp. Otóż zdecydowanie jestem antypisowcem, ale bynajmniej nie dlatego, że „tak, bo tak”, ale dlatego, że zdecydowaną większość poglądów i poczynań tej partii uważam za złe, szkodliwe i rujnujące dla Polski. Ale nie wszystkie, a jednym z niewielu tematów, w których się z PiS-em zgadzałem była właśnie kwestia zwrotu nieruchomości poprzednim właścicielom, czego PiS, tak jak ja, było zagorzałym przeciwnikiem.

Jest tajemnicą poliszynela, że przygniatająca większość nieruchomości w Warszawie i w innych wielkich miastach Polski długami stało. Jest tajemnica poliszynela, ze w ostatnich latach, w cudowny sposób odnajdywane są dokumenty świadczące o prawach własności byłych właścicieli, a w jeszcze cudowniejszy sposób nie znalazł się ani jeden dokument dłużny owych właścicieli, zadłużonych przed wybuchem wojny po same uszy, albo głębiej. Jest tajemnica poliszynela, że oddawane są nieruchomości właścicielom (lub ich przedstawicielom), za które byli właściciele otrzymywali już zadośćuczynienie.

I tutaj chcę przejść do zwrotu nieruchomości poprzednim właścicielom ze Śląska i z Mazur (szerzej – byłych Prus Wschodnich), którzy uciekli (dobrowolnie) z terenów zajmowanych przez Polskę po wojnie, lub, co jeszcze bardziej kuriozalne, którzy wyemigrowali do Niemiec w latach ’70. i ‘80. Któż z nas nie pamięta batalii o gospodarstwo rodziny ze wsi Narty na Mazurach, którego zwrotu zażądała kobieta, która wyemigrowała z Polski w latach ’70. Mieszkańcy owego gospodarstwa mieszkali tam ponad trzydzieści lat, ale dla sądu nie miało to najmniejszego znaczenia. Podobnie jak nie miał znaczenia fakt, że wszyscy „Niemcy” emigrujący z Polski w latach ’70. i później dostawali od rządu niemieckiego zadośćuczynienie za pozostawione mienie. Nawet ci, którzy nie mieli nic, a mieszkali w państwowych mieszkaniach czynszowych, po emigracji dostawali  środki na tzw. „zagospodarowanie”. Właściciele majątków, dostawali w Niemczech nieporównywalnie więcej. Można więc śmiało wysnuć tezę, że emigrujący Niemcy zreprywatyzowali się dwa razy: raz, otrzymując zadośćuczynienie w Niemczech po przeprowadzce do ojczyzny i drugi raz otrzymując zwrot, lub zadośćuczynienie nieruchomości pozostawionej w Polsce.

Krótko po głośnej sprawie zwrotu gospodarstwa „prawowitej właścicielce” w Nartach, podobna sprawa miała miejsce w moim mieście – mieście na Śląsku Opolskim. Oto w jednej z dwóch najważniejszych dzielnic w mieście, na jednej z najbardziej newralgicznych ulic w tej dzielnicy, duża kamienica została „zwrócona” ludziom, wskazanym przez spadkobierców byłych właścicieli. Owi właściciele byli zupełnie niezainteresowani kamienicą, ale na skutek koligacji czy to towarzyskich, czy dalekiego spowinowacenia (dokładnie nie pamiętam), zajęli się sprawą odzyskania nieruchomości dla… „nie właścicieli”. I dopięli swego. Ludzie, którzy mieszkali w mieszkaniu komunalnym, niewykształceni, z klasy niższej od zawsze, stali się właścicielami pięknej kamienicy. Kamienicy, którą przez ponad czterdzieści pięć lat zajmowało się, remontowało, konserwowało, administrowało państwo polskie, czyli miasto. Ci ludzie nie zostali stąd wyrzuceni, nie byli uchodźcami, ale uciekli do Niemiec razem z hitlerowskim wojskiem, porzucając swoje mienie. Po tym lokalnym precedensie, takich zwrotów było całkiem sporo.


Dom zwrócony Agnes Trawny, Narty (Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta)

Zadziwia mnie beztroskie oddawanie zadbanego mienia porzucającym je kiedyś właścicielom, z powodu… przegrania przez Niemcy II wojny światowej. Jasne jest, że ci, którzy są obywatelami państwa przegrywającego wojnę, wywołaną zresztą przez własne państwo, zawsze(!!!) ponoszą straty. Nie tylko moralne, ale też majątkowe i finansowe. Tymczasem Niemców traktuje się u nas tak, jak ofiary wojny. Niechcianej (przez nich) wojny. Takiej postawy państwa polskiego i polskiego wymiaru sprawiedliwości nie zrozumiem nigdy. Wiem, że Polska przegrywała jakieś procesy w Trybunale w Strassburgu, ale moim skromnym zdaniem wynika to albo ze złej woli naszych prawników, albo z niedbałości o dobro państwa, albo z jakiegoś innego, niezrozumiałego dla mnie powodu.

Wracając jeszcze do stolicy, miasto zrównane z ziemią w ok. 80%., czyli zamienione w kupę gruzów, zwraca dziś „byłym właścicielom”, w przygniatającej większości zadłużonym na wartość owych nieruchomości, przepiękne budynki, place, obiekty niegdyś bezwartościowe, bądź z powodu zadłużenia, bądź położenia na obrzeżach ówczesnej stolicy, dziś znajdujących się niemal w centrum, dziś warte kosmiczne pieniądze.

Swoje roszczenia, często kurialne, do nieruchomości w Polsce mają też Żydzi.

To nie jest normalne. To nie jest uczciwe. To nie jest moralne. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nikt nie ściga, nie sprawdza prawników – bo to tylko i wyłącznie sprawka prawników, którzy do tego doprowadzili. Nie wiem, czy w jakimkolwiek innym europejskim kraju prawnicy utorowali drogę potężnemu bandyckiemu procederowi i wręcz stali się ojcami (przynajmniej w sensie moralnym, choć wątpię, żeby była to jedyna okoliczność) bandyckiej „reprywatyzacji”. Szczerze wątpię.

Pisałem już na ten temat ponad pięć lat temu, zresztą niejeden raz. Np. tutaj: https://slizewski.wordpress.com/2011/03/18/zadanie-restytucji/

czwartek, 11 sierpnia 2016

Jarosław Kaczyński im bardziej zapiera się oskarżeniom o łamanie demokracji, tym bardziej brnie w tworzenie państwa totalitarnego. Jedynym argumentem, który mu został i którym krzyczy jest nieograniczone prawo do demonstrowania, choć i ono jest dyskusyjne i śmiem przypuszczać, że i na nie się zamachnie w razie konieczności.

Gorzej, jeśli nie będzie musiał, bo jakoś Polakom coraz mniej się chce demonstrować, skoro wszelkie demonstracje okazują się wołaniem na puszczy. Bo ile można wołać bez sensu.

Oto podczas kolejnej miesięcznicy prezes zbawiciel oznajmił (tłumacząc z kaczyńskiego na nasze), że jeśli się im zabroni (pomników) to sobie to toporami wyrąbią. Czyli „prawo prawem, a racja jest po naszej stronie i my tę naszą rację będziemy wprowadzać w życie”.

Czyli działanie na podstawie faktów dokonanych. To może mieć miejsce w obliczu bezprecedensowego wyroku sądu w sprawie bezprawnego powieszenia i obecności krzyża w sejmie, czyli „No…, on został powieszony niezgodnie z prawem, ale skoro większość posłów to akceptuje, bo jest wierzącymi, to… ma prawo tam wisieć”. Albo innego: „Wszystkie dowody rzeczowe w sprawie śmierci Barbary Blidy zostały zniszczone, ale nie miało to żadnego wpływu na prawidłowy przebieg śledztwa”. Skoro takie kwiatki już przerabialiśmy, i to w czasie, kiedy PiS było w odwrocie, to nie dziwi pewność siebie Zbawcy Kaczyńskiego teraz, kiedy ma pełnię władzy.

Jestem więcej niż przekonany (choć wcale mnie to niestety nie cieszy – to bardzo delikatne określenie), że Kaczyński zrobi tak, jak chce i w dodatku sąd uzna jego racje. Czyli dwa pomniki smoleńskie na Krakowskim Przedmieściu będą, a tablice dodatkowo, jeśli Jarosław zechce, zawisną na murach kancelarii.

Kuriozalnie zabrzmiało stwierdzenie Kaczyńskiego, że opozycja (a bardzie były rząd) nie szanuje polskich tradycji, czyli w istocie jest najeźdźcą. Kuriozalnie, bo kto, jeśli nie najeźdźca nie zważa na istniejące na zajmowanym terenie prawo? Kto, jeśli nie najeźdźca kompletnie nie przejmuje się konstytucją i prawami większości obywateli zajmowanego terytorium? Kto jeśli nie najeźdźca nakazuje, wymusza stosowanie swoich decyzji, dekretów przez okupowane społeczeństwo? Kto wreszcie, jeśli nie najeźdźca, poniża, dyskryminuje i upokarza większość podbitej ludności? (patrz: apel smoleński, gorszy sort i komuniści i złodzieje oderwani od koryta).

Kaczyński, to ty masz mentalność najeźdźcy, okupanta i stosujesz ich metody. Mniejszość społeczeństwa, nie większość, wierzy w zamach smoleński, ogląda propagandową, okupacyjną telewizję, uznaje Lecha Kaczyńskiego za najlepszego prezydenta. To ty, Jarosławie Kaczyński jesteś najeźdźcą i okupantem!

Kaczyński wprost zapowiedział, że nie zamierza respektować prawa. Czy polskie społeczeństwo jest na tyle tchórzliwe, że prawo będzie przestrzegać i patrzyć jak Kaczyński i PiS je łamią?

Czy frankowicze zdecydują się na niespłacanie kredytów (komornika zawsze można przegonić widłami, a poza tym pozostaje argument: „Wasz szef też łamie prawo i nikt go nie rusza”?

Czy właściciele ziemi zdecydują się sprzedawać swoją ziemię mimo ubezwłasnowolnienia prawnego? Ot tak, „z reki do ręki, a potem jakoś będzie”?

Czy kierowcy zdecydują się nie płacić mandatów? A jak policjant będzie namolny, to czterech pasażerów z samochodu przywróci go do pionu?

Wreszcie, jaką wartość będzie miało prawo wprowadzane przez ludzi, którzy zapowiadali łamanie prawa i nawoływali do jego łamania? Przecież ich wiarygodność będzie żadna. A Polacy to naród przekorny – nie lubią trzymania za mordę, szczególnie za pomocą prawa wprowadzonego na siłę i przeciw większości.


Dziwię się infantylności i bezrefleksyjności wyborców PiS-u, którzy na argument „łamania prawa” odpowiadają” On chce dobrze, to niech robi to dalej”. Durnie nie wiedzą, że identycznie myśleli np. frankowicze, albo pielęgniarki. A wkurza mnie to szczególnie w obliczu reakcji Jarosława Kaczyńskiego na transparent wywieszony przez KOD, zawierający cytat Lecha Kaczyńskiego w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Jarosław stwierdził, że to transparent obrażający zmarłego, choć były to jedne z najbardziej szlachetnych słów, wypowiedzianych przez zmarłego prezydenta. Skoro jego własne szlachetne słowa go obrażają, to co go nie obraża? A wyborcy dalej (a nawet bardziej), jak zaprzęgnięte muły na pustynnym poletku.

Co będzie dalej? Polacy będą się przyglądać? I nic? Unia Europejska w swojej ślamazarności będzie napominać? I nic? Będą sankcje (wtedy polski rozłam, choć już głęboki jak Rów Mariański jeszcze bardziej się pogłębi, na zwolenników i przeciwników UE? Wtedy Kaczyński będzie miał pole do popisu – patrz: Putin, jego retoryka o złym zachodzie i uwielbieniu cara przez naród rosyjski. Wtedy Kaczyński wygra – bo wróg wreszcie ukaże swoje faszystowskie, lewackie, zdradzieckie, pedalskie i żydokomunistyczne (do wyboru, wg upodobania komentatora) oblicze.

Ciekawe kiedy i czy w ogóle naród, ale ten naprawdę – większość, a nie elektorat PiS-u, zbuntuje się przeciw prawu, albo kiedy zwycięży opcja „morda w kubeł” – jak w PRL-u i Polacy bez szemrania… dadzą dupy i uklękną przed Kaczyńskim.

czwartek, 21 lipca 2016

Gruchnęła w mediach wieść o planie podwyżek wynagrodzeń dla VIP-ów – ministrów, vice, sekretarzy i podsekretarzy stanu, parlamentarzystów i ustanowienia wynagrodzenia dla żon prezydentów. Gruchnęła i wywołała gigantyczną, medialną burzę.

I nagle władze PiS, w osobach prezesa-Zbawiciela i Szydło zwanej premierem (dla zmyłki), z oburzeniem skrytykowały nieuzasadnione i zuchwale wysokie podwyżki. PiS musiał wycofać się z planowanych podwyżek i ogłosił już nowy projekt. Podwyżki będą o ok. połowę mniejsze. Parlamentarzyści nie zyskają nic, za to prezydentowa dostanie 10 tys. wynagrodzenia miesięcznie. W kompletne osłupienie jednak wprowadził mnie dodatkowy pomysł, którego nie było w poprzedniej, wycofanej propozycji podwyżek. Otóż… rentrę specjalną mają otrzymywać dzieci zmarłego prezydenta. Punkt dodany zdecydowanie pod Martę Kaczyńską. To kuriozalne, zważywszy, że otrzymała ogromny majątek po śmierci rodziców z ubezpieczenia i decyzją prokuratorii, a poza tym taka renta przysługuje wyłącznie małoletnim, lub uczącym się. Marta ma majątek, ma firmę i była żoną jednego z najbardziej majętnych prawników w Pomorskiem.

Ściemą jest też zaskoczenie, jakie pomysł o podwyżkach i ich wysokościach prezesa –Zbawiciela. Miał on rzekomo o niczym nie wiedzieć, ale jest to kłamstwo. Podczas posiedzenia klubu PiS Kaczyński głosował za poddaniem pierwotnego projektu o podwyżkach pod obrady sejmu. Czyli PiS, jak zwykle, kłamie.

Dziwnym też trafem zniknął też autor projektu podwyżek. Nikt w PiS nie wie, kto jest autorem projektu. Możliwe jest, że Nowoczesna, lub PO podrzuciły PiS-owi kukułcze jajo przebrani za jakiegoś posła PiS-u.

Podwyżki dla władzy wg polityków PiS-u są niezbędne, żeby fachowcy nie odchodzili do sektora prywatnego. To dziwne, jeśli przypomnimy sobie ile pomyj wylano na min. Bieńkowską za podsłuchane w knajpie słowa o marnych 6 tys. w administracji rządowej. Dziś, jakby nigdy nic Jacek Sasin przyznaje z rozbrajającą szczerością, że „Bieńkowska miała rację”.

*     *     *

Po co właściwie Macierewiczowi „apel smoleński” na każdej uroczystości z udziałem wojska. Wydawać by się mogło, że to głupi pomysł, ale on wcale taki głupi nie jest. Przypomina mi do złudzenia sprawę nielegalnie powieszonego krzyża w sejmie. Ten krzyż, choć powieszony nielegalnie, wisiał w sejmie bez przerwy, wbrew prawu. Bo nikt nie miał odwagi go zdjąć. Aż w końcu sprawą zajął się sąd. I orzekł, że krzyż ma zostać. I uzasadnił m.in.: Jest i prawo do wolności od religii, na które powoływali się powodowie wskazując na kolizję obu praw. - Sąd musi wyważyć te interesy, stosując zasadę proporcjonalności. Trzeba wtedy wykazać, jakie szkody się poniosło. Szkody takiej w ocenie sądu nie powoduje wywieszenie symbolu religijnego w przestrzeni publicznej. Tak więc z nielegalnego, krzyż stał się legalny, bo nie może przeszkadzać niewierzącym i przynosić im szkody. Prawdopodobnie podobną logiką posługuje się Macierewicz. Nie ma potrzeby, żeby jakaś podkomisja udowodniła wybuchy, czy inną pancerną brzozę. Oni oczywiście będą „pracować” i zarabiać, żeby została im wynagrodzona lojalność wobec PiS, w trudnych czasach, ale to do niczego nie musiało być potrzebne. Chodzi o to, żeby wtłoczyć w społeczeństwo, przyzwyczaić do „poleglych” i do „zamachu” i do „na służbie dla Polski”, itd. Podkomisję wyprą procesy karne „zbrodniarzy smoleńskich”, a w 2019 wystarczy powiedzieć polakom, że ponieważ Rosjanie nie współpracowali, utrudniali…, nie udało się jednoznacznie wyjaśnić, ale to tym bardziej świadczy o poległych i o zamachu.

Dokładnie jak z krzyżem – to po prostu jest i już tak zostanie, bo „apel smoleński „nie powoduje żadnej szkody przeciwnikom” prezydenta Lecha Kaczyńskiego i PiS-u. Tak miało być i Macierewicz do tego prze. Nie spodziewał się jednak takiego oporu ze strony uczestników i stron wielu uroczystości rocznicowych. Nie wiem, a jestem bardzo ciekawy, jak się ta sprawa zakończy. Czy Macierewicz odpuści, czy postawi na swoim upokarzając uczestników zrywów wolnościowych i antykomunistycznych.

Wydaje się, że powinien odpuścić, jeśli wziąć pod uwagę opowiedzenie się Marty Kaczyńskiej przeciw wciskaniu na siłę apelu smoleńskiego w inne uroczystości. Mnie się wydaje, że to jest wyreżyserowany głos, w celu przygotowania miękkiego lądowania dla Macierewicza, czyli odpuszczenia z „zachowaniem twarzy” (jakkolwiek to kosmicznie brzmi – Macierewicz i „twarz”).

*     *     *

Grzegorz Schetyna wywala z partii działaczy, którzy „szkodzą wizerunkowi partii”. Posłów Stanisława Huskowskiego, Jacka Protasiewicza i Michała Kamińskiego. Szkodzenie wizerunkowi partii to kompletna bzdura, jeśli szkodzili, to co najwyżej (i to jest bardzo dyskusyjne) wizerunkowi Schetyny. Schetyna próbuje zaśladowac działania Donalda Tuska, ale kompletnie nieudolnie. Bo nie te powody, nie ta klasa (Schetyna nie dorasta Tuskowi do pięt, pod każdym względem) i wreszcie…, najgłupszy czas z możliwych. Jeśli już lider PO chciałby kogoś wyrzucać za szkodzenie wizerunkowi partii, to w pierwszej kolejności musiałby wyrzucić samego siebie, za szkodzenie wizerunkowi partii i ówczesnej przewodniczącej Ewy Kopacz podczas minionej kampanii wyborczej do parlamentu, kiedy to głośno i publicznie krytykował jej działanie i jej kampanię.

Najbardziej zawiedziony jestem postawą, czyli głosowaniem „za usunięciem” takich osób jak Rafał Trzaskowski. Czyżby jednak partyjny stołek okazał się ważniejszy od zdrowego rozsądku i zwykłej uczciwości dla pana Rafała?

Wszystko co robi Schetyna jest źle. Począwszy od „dziwnego” wspierania KOD-u i wciskania tam na siłę swojej partyjności, poprzez wojnę z Nowoczesną, układanie się z PiS-em (nie tylko w terenie, ale choćby uzgadniając jakieś poprawki do nowej ustawy o TK uważam za haniebne), poprzez wojnę wewnątrz Platformy. PO pod przywództwem Schetyny nie przetrwa. I to on, Grzegorz Schetyna będzie autorem jej upadku (zmarginalizowania, albo rozwiązania).

piątek, 24 czerwca 2016

Wiem, że Paweł Kukiz od lat nie pije i chwała mu za to – takich ludzi należy za to szanować (wiem co to znaczy i wiem ile to kosztuje). Ale coraz częściej odnoszę wrażenie, że pan Kukiz, co nie wystąpi przed kamerą, to za każdym razem bardziej „odlatuje”. Wiem, że nie jest naćpany, ale mówi, wyraża opinie jakby „coś brał”.

Miałem kiedyś z nim ogromną przyjemność dyskutować na blogu (tym, jeśli się nie mylę), na temat bezpieczeństwa, policji, itp. i dość szybko zrozumiałem, że w tamtych kwestiach gość ma ogromną wiedzę. Zresztą wiele osób wie, że sprawy policji były bardzo bliskie Kukizowi i, nie ma co dyskutować, znał te sprawy znakomicie.

Dziś jednak wypowiedział się na temat Brexitu, a ostatnio również na temat Macierewicza. Zacznę więc od końca – od Macierewicza. Otóż Antoni Macierewicz wg Pawła Kukiza jest najlepszym ministrem Obrony Narodowej od '89 roku, bo najbardziej troszczy się o bezpieczeństwo Polski.

Rozumiem, że pan Kukiz postrzegał Polskę jako kraj kompletnie bezbronny podczas sejmowej debaty na temat „audytu rządów PO/PSL, i niemal natychmiastowe jej uzbrojenie po zęby i w ten sposób przeobrażenie w kraj absolutnie bezpieczny,a wszystko to na przestrzeni zaledwie kilku dni. „Chwilę” bowiem, po ogłoszeniu bezbronności Rzeczpospolitej, Macierewicz podczas jakiegoś okazjonalnego wystąpienia stwierdził, że polska (już?) jest bezpieczna, odpowiednio uzbrojona i zabezpieczona. Już choćby za samo stwierdzenie publiczne: „Polska jest zupełnie bezbronna”, nawet gdyby tak było (zresztą moim zdaniem zdecydowanie tak jest i jeszcze długo będzie), minister obrony  powinien nie tylko dostać czerwoną kartkę, ale stanąć przed sądem wojskowym. Jest cywilem co prawda, ale zarządza wojskiem i obowiązują go wojskowe… tajemnice. Pan Kukiz, niegdysiejszy znawca spraw bezpieczeństwa wierzy zdaje się, że szczyt NATO, „Anakonda”, itp., to zasługa Macierewicza, co jest kompletną bzdurą i fachowiec pokroju Kukiza powinien o tym doskonale wiedzieć. Już nie wspomnę o „apelu smoleńskim” w każdej uroczystości z udziałem wojska, co jest kontynuacją, tym razem w majestacie prawa, wcielania w życie macierewiczowskiej paranoi smoleńsko-zamachowej i świadczy zapewne o bezpieczeństwie.

Za Brexit Paweł Kukiz chce surowych kar dla unijnej wierchuszki, w tym „dla Tuska, bo nie tylko w Unii, również w Polsce tyle nabroił, że spokojnie Trybunał Stanu…” (to cytat z pamięci, bo chwilę temu była owa wypowiedź transmitowana na żywo i nie miałem czasu szukać „zapisu” w internecie. Czyli brexit to nie wina Camerona, ale Tuska i spółki. Tutaj rzeczywiście pomyślałem, że Kukiz się naćpał.

Jeśli mógłbym coś panu Kukizowi doradzić (choć rzecz jasna i tak mnie nie posłucha), to doradziłbym, żeby nie wypowiadał się publicznie, „na gorąco” komentując dopiero co zaistniałe wydarzenia. Lepiej później i… bardziej logicznie. Każdy ma oczywiście prawo do swojego zdania i nie odbieram go również tym, choć uważam to za kompletne oderwanie od rzeczywistości i objaw kompletnego zindoktrynowania populizmem, którzy chcą Tuska stawiać przed TS.

Uważałem kiedyś, że akcja „Zmieleni” Kukiza to znakomita inicjatywa. Mało było bowiem osób, którym władza PO, jej arogancja, buta i pewność siebie nie wychodziła by uszami. Przystąpiłem ochoczo do „Zmielonych” niemal od samego początku w internecie. Szybko jednak „otrzeźwiałem”, kiedy czytałem posty, a szczególnie komentarze w grupie „Zmielonych” na Facebooku. Stało się jasne, aż raziło w oczy spisienie „Zmielonych”. Tak naprawdę „Zmielonych” opanowali PiS-owscy zwolennicy i narodowcy, choć ci w nieco mniejszym stopniu. Nawet apelowałem w komentarzach, zwracałem uwagę na spisienie, ostrzegałem przed spisieniem. Nawet Kukiz (zapewne nie on osobiście, tylko jego administratorzy pod jego nazwiskiem) zapewniali mnie, że „absolutnie”, że „nic z tych rzeczy”, Że „PiS to taka sama partiokracja jak PO” itp. Nie uwierzyłem, uciekłem i dziś wiem, że się nie myliłem. Kukiz’15 jest przystawką PiS i żadne zaklęcia Kukiza i jego posłów tego nie zmienią. „To widać, słychać i czuć” – cytując klasyka. Opinia o Macierewiczu, papugowanie Kępy (o TS dla Tuska), schizofreniczne, choć w większości popierające PiS opinie i głosowania w sejmie są tego najlepszym dowodem.

Chce Paweł Kukiz stawiać Tuska przed Trybunałem. Nie stwierdza za co, ale domyślam się, że za OFE, co by tu jeszcze…, za wzrost liczby urzędników, specjalnie w kraju nic mi więcej do głowy nie przychodzi, ale mam nadzieję, że pan Kukiz dopowie. Za działania w Unii wiadomo – brexit, imigranci i… też nie wiem, ale może za mało kasy wytargował na budżet dla Polski, bo co to jest niecałe 400 mld € -  Kukiz wytargowałby 967 (mld) i dodatkowo 620 – na drobne wydatki.

Za brexit odpowiedzialny jest David Cameron. Chciał zaszantażować Unię – „Nie chcemy dopłacać – chcemy dostawać, tak jak Polska, Węgry i inne Czechy”. Narobił rabanu w swoim kraju i pospiesznie zarządził referendum, choć za chwilę Unia niemal zupełnie mu uległa. Niemal zupełnie, bo mimo wszystko Wielka Brytania pozostaje płatnikiem netto, ale w najmniejszym z najbogatszych krajów Unii stopniu. I to znacząco najmniejszym. UK chciało, aby traktować je, tak samo, jak kraje postkomunistyczne, bo im się należy i już. UK zawsze „jechało” na ulgach, z powodu likwidacji szkockich kopalń, mimo, iż już rośnie drugie pokolenie Szkotów, które kopalni nie widziało na oczy, a Szkocja żyje i rozwija się bez nich. Ulgi zaś miały zrekompensować „okres przejściowy”. Młody Szkot zapytany na ulicy, za jaki okres przejściowy UK dostaje ulgi z Unii, zapewne by zbaraniał ze wstydu, że… nie ma pojęcia „o czym ty do mnie rozmawiasz”.

I jeśli Donald Tusk miałby stanąć przed Trybunałem Stanu, to chyba za to, że zbyt gorliwie wspierał Camerona w forsowaniu jego postulatów finansowych, zresztą z wzajemnością i za to, że to właśnie Cameron, a nie Merkel, jak się powszechnie uważa, jest głównym udziałowcem ustanowienia Tuska Przewodniczącym PE. Merkel rzuciła pomysł, chęć, Cameron zrobił całą resztę. Zresztą, było to widać gołym okiem i dziwne, że pan się rzuca (jak papuga Kaczyńskiego) Merkelowej do gardła. Jeśli powinien stanąć przed TS, to za to, że zbyt głęboko wchodził w d*** Cameronowi, zamiast wypierdolić go z Unii na zbity pysk – referendum odbyłoby się już z jakieś rok temu, a wynik zwolenników z wyjścia byłby 90 do 10 %. UK nic Unii nie daje – praktycznie rzecz biorąc jej udział finansowy jest prawie zerowy – UK bez Unii będzie pionkiem – pikusiem, podczas gdy Unia, jeśli się wzmocni po podpadnięciu kolejnych malkontentów (np. Grecja, Dania czy Holandia) może się znacząco wzmocnić. Wie o tym doskonale Nigel Frage, który ogłasza „Unia umiera. Unia się rozsypuje i mam nadzieję, że jesteśmy pierwszą wyjętą cegłą z tego muru” – od tej chwili Unia będzie dla UK rywalem nie do pokonania – są za mali w pojedynkę. Jedynie Europa bez Unii pozostawi ich liczącymi się graczami na starym kontynencie.

Chce pan Kukiz stawiać Tuska przed TS za OFE (chyba?) i za brexit. Jestem w szoku, że pan Kukiz nie chce TS dla Ziobry, dla organizatorów lotu smoleńskiego z kancelarii prezydenta Kaczyńskiego, żyjących (Waszczykowski – zastępca szefa BBN i Sasin – zastępca szefa Kancelarii) i nieżyjących (Szczygło – szef BBN, Błasik i reszta generałów – szefów rodzajów sił zbrojnych). Żyjących oraz Szczygłę i szefa kancelarii Stasiaka za organizację lotu i listę pasażerów, generałów i Szczygłę (dodatkowo) za narażenie bezpieczeństwa kraju na zbrojną agresję z zewnątrz. Pan Kukiz tego nie dostrzega? Pan Kukiz wspiera polowanie na czarownice pt. Arabski, bo Szczygło miał go w dupie i nie życzył sobie żadnej współpracy, poza wykonaniem poleceń kancelarii prezydenta? Pan Kukiz nie rozumie wojny, jaka by miała miejsce, gdyby Arabski „się postawił” kancelarii? Pan Kukiz jest ślepy? Naćpany? Pan Kukiz zgłupiał? Do cholery! Kukiz!!! Kiedy pan kurwa zacznie myśleć!? Znam pana Kukiza „zawód” Platformą, sam jestem i byłem zawiedziony, choć w przeciwieństwie do niego nie próbowałem układać się z nimi personalnie (tzn. znać ich i dyskutować). Ale jeśli ma to być jego prywatna zemsta za jakieś niedotrzymane słowa Schetyny, czy inne oburzenie, bo zamiast pier***ić kryzys światowy, powinni potroić wydatki na kulturę, to jawi się pan Kukiz małym, mściwym… (nie będę kończył z powodów oczywistych).

Życzę panu Kukizowi miłej współpracy z Prezesem Polski, przyszłym dyktatorkiem (tylko ślepiec, albo ćpun, albo kompletny dyletant, nieczytający choćby archiwalnych wynaturzeń Kaczyńskiego sprzed lat może tego nie widzieć), z pewnością większość z was zeżre, a potem wyrzyga i spłucze (tak jak LPR, czy Samoobronę), ale może niektórym się uda załapać do jakiejś rady nadzorczej… a choćby stadniny, np. – to co z tego, że się nie znacie – w PiS prawie nikt się nie zna (Platfusom można było zarzucić wiele, ale pielęgniarek i sprzedawców w pizzerii, że o prominentach PZPR nie wspomnę, czyli kompletnych dyletantów) na ważnych, np. w radach nadzorczych, czy co gorsza w Zarządach głównych spółek nie stawiała. W większości byli to ludzie (jasne, że ich) znający się na robocie, w której dostawali stołek.

Mam nadzieję (niewielką, ale jednak), że pan Kukiz tu zerknie, więc proszę ewentualnych komentatorów o kulturę.

Wahałem się przed wrzuceniem pewnego zdjęcia, żeby pana Kukiza nie urazić, ale uznałem, że politykowi nie zaszkodzi przypomnieć jego własnych słów.

 

sobota, 21 maja 2016

Sejmowe wystąpienie Beaty Szydło, będącej twarzą i rękami prezesa Kaczyńskiego na stanowisku premiera Rzeczpospolitej, było ewenementem w skali europejskiej po ’89. roku. Czegoś takiego jeszcze chyba w Unii Europejskiej nie było.

Oto okazuje się bowiem, że wszystkie nieszczęścia, wszystkie problemy z jakimi boryka się Polska od dwunastu lat spowodowane są działaniami Unii Europejskiej, a także polskich polityków, ślepo posłusznych woli urzędników unijnych i władz niemieckich. A przecież wiadomo, że „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, bo „Bóg, Honor, Ojczyzna”, itd.

W swoim emocjonalnym wystąpieniu, porównywalny jedynie z równie płomiennymi wystąpieniami publicznymi Władysława Gomułki, począwszy od przemowy do ludu pracującego stolicy w październiku ’56. roku, pokazała instytucjom europejskim ich miejsce w szeregu.  „To nie polska, ma problemy z reputacją i autorytetem, ale Komisja Europejska!!!” – grzmiała rozsierdzona z mównicy sejmowej p.o. premiera Beata Szydło. To przemówienie z pewnością przejdzie do historii, ale bynajmniej nie dlatego, że prawicowi dziennikarze porównują je do słynnego przemówienia Józefa Becka w sejmie, o zagrożeniu III Rzeszy, ale właśnie ze względu na podobieństwo emocjonalnym do przemówienia Gomułki. I obcych wrogich siłach.

fot. Jacek Turczyk /PAP

Wynika ze słów Beaty Szydło, że największym wrogiem Polski jest Unia Europejska. Innymi słowy, zresztą otwartym tekstem, Szydło, rząd PiS czyli, rzecz jasna, Jarosław Kaczyński wypowiedzieli Unii wojnę. „Chcemy być w Unii Europejskiej, ale na naszych, a nie waszych warunkach”, zdaje się bardzo dobitnie mówić między wierszami Beata Szydło. Kaczyńskiemu nie wystarczy już bycie szefem Polski. On chce mieć władzę nad całą Unią Europejską, nie tylko w Polsce, ale i w Unii chciałby rządzić i dzielić. Choć wydaje się to być bardzo trudne, jeśli zważyć, że póki co za sojusznika ma jedynie Victora Orbana. Przy czym warto pamiętać, że Orban nie da się pokroić i rzucić wszystko dla stanięcia u boku Kaczyńskiego. Orban kalkuluje i doskonale wie, że często opłaca się zrobić krok w tył, aby zostać w grze.

Dziwne, że prezes „nikt” (czyli zwykły poseł) z kraju, który w Unii znalazł się ledwie 12 lat temu, rości sobie prawa do rozdawania kart w tej organizacji. Beata Szydło mówiąc: „Polska ma takie same prawa i obowiązki jak inne kraje członkowskie Unii Europejskiej”, ma na myśli oczywiście wyłącznie prawa. Obowiązki mają inni, nie Polska, ponieważ Europa jest nam to winna, z racji wyzwolenia starego kontynentu przez Polskie wojsko (najpewniej pod Monte Cassino oczywiście). Jasne jest bowiem dla PiS-u i polskich patriotów, tych rzecz jasna prawdziwych, że gdyby nie Polacy, w Europie do dzisiaj panowałby faszyzm, istniałyby obozy zagłady i Sowiecka Rosja, czyli, że Unia Europejska by nie istniała.

Jest jasne, że zadziała to na najważniejszych urzędników Unii i szefów znaczących państw członkowskich jak płachta na byka. Jak twierdza znawcy, konsekwencje nie pójdą w kierunku sankcji skierowanych przeciwko Polsce, a jedynie spowodują marginalizację naszego kraju. Ja jednak nie byłbym tego taki pewny, ale możliwe, że fachowcy wiedzą lepiej. Moim jednak zdaniem taka postawa z całą pewnością skłoni „starą Unię” do poważniejszego zajęcia się sprawą rewizji Układu z Schengen. A to by się Polsce, a szczególnie Polakom, zdecydowanie nie spodobało. Czy jednak to mogłoby schłodzić głowy zwolenników prezesa Polski i piewców „Wielkiej Polski”?

Obawiam się, że nie. Kaczyński to cwany lis i ma doskonałe wzorce. Przecież po sankcjach nałożonych na Rosję za bezprawną aneksję Krymu poparcie dla Putina nie tylko nie zmalało, ale uległo wzmocnieniu i to znaczącemu. W doskonaly sposób bowiem, (chyba uczył się tej sztuczki od Kaczyńskiego, albo prezes od niego – nieważne) odwrócił kota ogonem i oskarżył o wszystko „niedobrą Europę”. „My, Rosja wykonaliśmy tylko swój patriotyczny obowiązek! Musieliśmy bronić Rosjan, naszych rodaków, upokarzanych i poniewieranych przez władze Ukrainy”. Kaczyński zagra dokładnie tak samo: „My chcemy być tylko suwerenni! Mówić i myśleć po Polsku!” – a Niemcy i inne kraje chcą z nas zrobić niewolników i zmieść Polskę z mapy Europy”. Skutek może więc być odwrotny do tego, co nakazywałby zdrowy rozsądek, czyli zamiast potępienia, może się prezes stać bohaterem na Mierę Sobieskiego, który powstrzymał turecką nawałę, czy Piłsudskiego, sprawcę „cudu nad Wisłą”.

I tego się niestety obawiam. czyli powtórki sytuacji z Rosji sprzed paru lat aż do dzisiaj.

Pisząc o wojnie wytoczonej Unii przez PiS jestem jak najbardziej poważny i nie jest to żaden sarkazm, czy przejaskrawienie. Oto bowiem PiS uchwalił sobie uchwałę o suwerenności Polski. Paranoiczny dokument utwierdzający, nakazujący władzy rządzenie według swojego zamysłu. ZI jest w tej ustawie, na końcu taki kawałek:

 „Sejm RP wzywa rząd do przeciwstawienie się wszelkim działaniom przeciwko suwerenności państwa oraz stwierdza, że obowiązkiem rządu jest obrona interesu narodowego i ładu konstytucyjnego w Rzeczypospolitej”. To oznacz ni mniej ni więcej, tylko to, że jeśli Unia poprosi Polskę o ustępstwo w jakiejkolwiek sprawie, to rząd w myśl tej uchwały nie ma prawa dokonać jakiegokolwiek, najmniejszego choćby ustępstwa. Innymi słowy, nie ma najmniejszego sensu, w myśl tej uchwały, aby rząd brał udział w jakichkolwiek negocjacjach w jakiejkolwiek sprawie na unijnym forum. Jeśli bowiem zgodzi się na jakiekolwiek ustępstwo, będzie to działanie, wg tej uchwały, na szkodę Rzeczpospolitej.

Ciekawe więc, kiedy owa uchwała albo będzie mogła posłużyć jako środek zastępujący papier toaletowy w ubikacji, albo też stanie się powodem do odpowiedzi Unii potężnym lewym sierpowym, na prawy prosty Zbawiciela.

niedziela, 15 maja 2016

Nie o polityce, a o ubieraniu dziś mi się nasunęło. I wcale to nie jest krytyka, tylko taka obserwacja dzisiejszej codzienności, jakże odmiennej od tej, która obowiązywała jeszcze trzydzieści, czterdzieści lat temu. Ot, taki powrót do przeszłości, nostalgiczny trochę.

Obserwując ludzi idących i wracających z kościoła, szczególnie tych w „średnio-starszym” wieku i nieco starszych, z łatwością można zauważyć, że ubierają się nieco inaczej niż zazwyczaj. Garnitury, porządne wyjściowe buty, wyprasowane koszule pod krawatami i panie w nienagannych, ładnych garsonkach. Ale ci sami ludzie, po przyjściu do domu natychmiast wbijają się w dżinsy, adidasy, czy inne pumy, t-shirty okryte w taką pogodę jak dzisiaj dżinsową bluzą, „nylonową” wiatrówką lub bluzą od dresu i wychodzą na spacer, do pubu na piwo, czy po prostu do Żabki, bo zabrakło pieczywa.

Młodzi nawet do kościoła nie ubierają się w ten sposób. Urzędnicy lub menadżerowie w garniturach urzędują w pracy i kiedy nie pracują ten strój przestaje dla nich istnieć. I podobnie jak inni „zwykli pracownicy”, robotnicy, itp., garnitury ubierają wyłącznie na śluby i pogrzeby.

Dni tygodnia na ulicy kompletnie się zatarły. Ludzie są tacy sami na ulicy, bez względu na to, czy w piątek, czy w niedzielę, albo w inny wtorek. I czasem przypomina mi się, jak to było kiedyś i przyznam, że choć już jestem starym zgredem, ciągle mi to „dziś” jakoś nie pasuje. Oczywiście sam chodzę w sportowych butach i dżinsach czy to w środę, czy w niedzielę, nie wyróżniam się w tłumie strojem, choć jest pewien wyjątek. Lubię porządne koszule, choć przepadam też za t-shirtami. Często wybieram jednak koszulę i to z długim rękawem. Gdy jest ciepło podwijam rękawy, bo wydaje mi się to jakieś… „porządniejsze” mimo wszystko, poważniejsze niż t-shirt z kretyńskim, nie wiadomo co znaczącym nadrukiem – napisem lub „obrazkiem”. Ludzie chodzący w podkoszulkach, bywa, że patrzą na mnie wtedy jak na babę z brodą.

Kiedyś niedziela, oprócz obowiązkowego pójścia do kościoła miała jeszcze jedną cechę charakterystyczną: obowiązywało ubieranie się „jak w niedzielę”. Czyli wypastowane buty, wyprasowane, ze sztywnymi wykrochmalonymi kołnierzykami koszule w upały i garnitury w dni nieco chłodniejsze, często, choć nie zawsze szczególnie u młodych, krawaty. Podobnie „niedzielne” garsonki u kobiet i schludne spódnice z nieskazitelnie wypielęgnowanymi bluzkami i pantoflami. Gdyby zjawił się wówczas na ziemi jakiś kosmita, musiałby się zorientować, że to jest niedziela. Innego wyboru by nie miał.

Nawet kiedy jako dzieciaki spotykaliśmy się na podwórkach, nie biegaliśmy po piwnicach, nie siadaliśmy na gołej trawie (lub nie daj boże ziemi), bo niedzielne ubranie moglibyśmy bezpowrotnie zniszczyć. Nawet później, kiedy szliśmy całą ekipą do zwykłej pijalni piwa (że o knajpie – restauracji nie wspomnę), wyglądaliśmy inaczej niż wczoraj – w sobotę, czy trzy dni temu w czwartek.

Teraz nawet obserwując maturzystów wracających po egzaminie, ludzie postrzegają ich jak dziwolągi nie z tego świata. Zresztą, sami młodzi też, co wyraźnie widać, czują się w maturalnych ubraniach bardzo niekomfortowo. Widziałem nawet chłopaka, który idąc z egzaminu ubrany był w dres, na plecach niosą garnitur zapakowany w pokrowiec, na drugim ramieniu dźwigając placach, jak mniemam zapakowany wyjściowymi butami, zmienionymi na wygodne tenisówki.

Dziś jest święto – Zielone Świątki. I pomijając ludzi do i z kościoła, nie dostrzegłem na ulicach ani jednego człowieka, ubranego „niedzielnie”. Obowiązkowo dżinsy, adidasy, wiatrówka lub kurtka dżinsowa.

I komu to… „niedzielne ubieranie” przeszkadzało?

16:29, andy_lighter , Życie
Link Komentarze (9) »
środa, 11 maja 2016

Odbywa się w sejmie publiczny lincz na na rządach Platformy Obywatelskiej i PSL. Oczywiście to lincz polityczny PiS-owski, zwany dla żartu „audytem”. Niemniej jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że PO sobie ten lincz na własne życzenie „zamówiła”.

Większość z wystąpień, począwszy od pani Szydło dla niepoznaki zwanej premierem, to gejzer bzdur, przekłamań, półprawd lub manipulacji, niemniej jednak ciemny lud to kupi. I dziwię się, że wszyscy komentatorzy, jak jeden mąż powtarzają: „Dlaczego teraz? Przecież w piątek rating przykryje ten cały audyt”. Otóż właśnie, że nie przykryje, a będzie powodem „złego” ratingu. Ten zły rating by nie był zły, gdyby PO była oszczędna, nie marnotrawiła, nie kradła, itd. Ten rating będzie skutkiem tego, co „pokazuje” audyt rządu i PiS nie ma z tym złym wynikiem nic wspólnego, co niniejszym udowadnia opinii publicznej i całemu społeczeństwu Rzeczpospolitej.


Napisałem „większość z wystąpień”, a nie „wszystkie w czambuł”, bo chciałbym się pochylić nad wystąpieniem Morawieckiego, ale to „na końcu” (to chyba będzie trochę długi koniec – zobaczymy).

Platforma przegrała wybory z kilku powodów. Niefrasobliwość i arogancja wobec społeczeństwa, to po pierwsze. Dalej, cała masa bezkosztowych, niekosztujących nic decyzji, reform, ulepszeń funkcjonowania państwa, których PO nie dotknęła, czyli osławione zaniechania, nicnierobienie. I jeszcze parę, ale równie ważnym powodem przegranej Platformy, a właściwie wygranej PiS-u było nierozliczenie rządów IV RP i jej decydentów! Przynajmniej dla mnie, oprócz zaniechań był to czynnik decydujący, oddania głosu w wyborach na kogoś innego niż PO.

Pewnie, próbowali. Ziobro postawić przed sądem, za zniszczenie dokumentów, laptopa, itd., ale robili to tak nieudolnie, że płakać się chce. Doskonałe było rozeznanie, które prokuratury i sądy pozostają lojalne wobec PiS, zresztą pozostały przez całe 8 lat. Doskonale było wiadomo, że decyzje, czy to prokuratorów, czy sądów będą, jakie będą (i były) i PO nic z tym nie robiła. Jestem pewien, że wynikało to z przyjęcia filozofii „Kruk krukowi oka nie wykole”. Okazuje się jednak, że kruki to wredne ptaki i walcząc o „przewodnictwo”, chcąc się najeść do syta wśród kruków żadne zasady nie obowiązują. Zresztą, stało się to tym bardziej oczywiste p[o katastrofie społecznej.

Opinia społeczna całkiem głośno, gremialnie domagała się ”Ukróćcie bezkarność PiS!”, „Nie pozwalajcie rzucać bezkarnych oskarzeń”, „Nie pozwalajcie na hucpę marszów z pochodniami!”, „Nie pobłażajcie niekończącej się żałobie, tłumaczącej język nienawiści!”, „Nie klękajcie przed klerem!”. I właśnie tutaj, choć krzyczeliśmy z całych sił i Platforma doskonale ten krzyk słyszała – roznosił się wszędzie, we wszystkich przestrzeniach publicznych), pokazała z całą mocą swoją arogancję wobec  znakomitej większości społeczeństwa(!!!). W dodatku na sam koniec swojego rządzenia, niczym wołający o litość, chwytający się brzytwy, w obliczu niechybnej przegranej w wyborach, „uchroniło” pierwszego bydlaka IV RP przed Trybunałem Stanu. Na co liczyli? Na to, że Ziobro odwdzięczy się tym samym? Przecież analfabeta wie, a co dopiero wytrawny polityk, że Ziobro, który nie ma nic na podorędziu, wyprodukuje wraz z Kamińskim argumenty, pokazujące, że litość to zbrodnia.

Aż ciśnie się pod palce „Miałeś chamie złoty róg, Ostał ci się jeno sznur”.

Nie może się nie kojarzyć tytuł z „Wesela”, jeśli Komisja Sejmowa ds. nacisków na służby specjalne, pod przewodnictwem Andrzeja Czumy z rozbrajającą szczerością skonstatowała, że „wszystko działo się zgodnie z prawem”. Podczas gdy ślepiec wie, że nic zgodnie z prawem się nie działo. Spotkania szefów służb, z Jarosławem Kaczyńskim i ustalanie ścigania przeciwników politycznych, zaginione nagrania, represje wobec Janusza Kaczmarka. Co się takiego stało, nikt nie wie, moim zdaniem jednak Andrzej Czuma bez powodu z polityki nie zniknął. Czuma Czumą, może pokazali (służby specjalne) jakieś haki z propozycją nie do odrzucenia: „Nie podskakuj, bo…”, ale zupełnie nie rozumiem przejścia nad tym do porządku. To był „bolesny liść dany w mordę” całkiem sporej rzeszy Polaków, tym bardziej, że same obrady komisji pokazywały coś dokładnie odwrotnego niż „końcowy raport” przewodniczącego Czumy. Jedno jest jasne: członkowie komisji poczuli się wtedy jak aktorzy w filmie „Matrix”. Podobnie nic nie wynikło z prac komisji ws. Śmierci Barbary Blidy (działania prokuratury w tym temacie nadawały się do trybunału w Strassburgu, a nawet w Hadze). I co PO? I nic. Z komisją hazardową to samo.

To była po prostu hucpa PO. Hucpa i pokazanie „fucka” wyborcom PO i wszystkim, którzy liczyli na rzetelność, na rozliczenie IV RP, na nareszcie urzeczywistnienie sloganu „odpowiedzialność polityczna”. Się srodze zawiedli i być może dlatego (z mojej strony właśnie dlatego) PiS dziś rządzi i linczuje Platformę Obywatelską.

Chciałbym jeszcze zatrzymać się nad wystąpieniem Morawieckiego. Otóż zgadzam się z nim w kwestii diagnozy i niektórych zarzutów skierowanych w stronę Platformy, ale tez w stronę całej historii przemian gospodarczych IV RP. Oczywiście nie wierzę, że udadzą mu się jego plany, choć filozofię, „wizję” moim zdaniem ma słuszną. Co z tego, skoro zaszłości są takie jakie są i nie sądzę, żeby można się mogły „bezkrwawo” (w sensie gospodarczym) uiścić.

A zaszłości sa takie, jakie są, czyli wielokrotnie wspominane przeze mnie błędy początków transformacji (Balcerowicz, Lewandowski) – odejdę na chwilę od Morawieckiego, ale zaraz wrócę.

Ciągle nie mogę przejść do porządku dziennego nad wyprzedażą potężnej części Rzeczpospolitej (gospodarczej) za 6% wartości. Jednak rozumiem, że istnieje druga strona medalu – nikt przed nami tego nie robił i byliśmy trochę jak królik w laboratorium medycznym, służącym lekarzowi do badań, bo ma przekonanie i sobie umyślił, że wynajdzie „cudowny środek uzdrowienia”. Nikt po nas takich błędów nie zrobił, ale nie dlatego, że byli mądrzejsi, ale dlatego, że widzieli błędy naszych Balcerowiczów i Lewandowskich. I nie miałbym do nich, tych autorów wyprzedaży pretensji, bo przecież musieli improwizować, gdyby nie jeden szczegół: nigdy nie usłyszeliśmy od nich prostego słowa „Przepraszamy, ale byliśmy partyzantami”, a w dodatku do dziś są ikonami ekonomii sukcesu. Co do Lewandowskiego (poza pretensjami o „przepraszam”), doceniam to, co robi i kim jest dzisiaj. Nabył doświadczenia i jawi mi się (obecnie), jako znakomity znawca ekonomii. Jednak prof. Balcerowicz, ze swoimi licznikami długów, wystąpieniami w tivi i mąrdujący na wszystkie możliwe tematy działa na mnie jak płachta na byka. Kiedy tykał ten licznik, gnębiły mnie pytania: „Gdzie jest licznik z 94% oddanej za nic, krwawicy mojej matki i mojego ojca?”, „Gdzie jest licznik wypitej Arizony i Uśmiechu Sołtysa w wiejskich sklepikach przez ludzi, którzy z przez jedną noc stalli się z współwłaścicieli obszarniczych gospodarstw rolnych, marginesem społecznym, pijącym tanie wino pod wiejskim sklepikiem”, „Gdzie sa oszczędności życia, potężne pieniądze, które z godziny na godzinę stały się grosikami, setek tysięcy z trudem oszczędzających na książeczkach robotników”?

Wracając do Morawieckiego, te zaszłości już były i nic tego nie zmieni. Zapewne Morawiecki, tak jak ja wścieka się na to, co było 25 lat temu. Ale zabrakło mi jednego, co on, jako znakomity przecież ekonomista powinien z siebie wydusić: potępiając w czambuł przeszłość powinien uznać dokonania poprzedników rozpoczynających dzieło przebudowy Polski przed ćwierćwieczem. Złe, niedobre, często niesprawiedliwe społecznie, ale ponieważ pierwsze – „partyzanckie”, eksperymentalne, w pewnym sensie mające prawo takie być. Tego mi zabrakło, bo pokazałby, że dopóki jest w rządzie, obchodzą go przede wszystkim kasa i gospodarka, a nie polityczne polowanie na czarownice. Jest „graczem” giełdowym i wie jak nikt inny, że jedne inwestycje są trafne, inne mniej, albo wręcz chybione i nikt inny niż PiS nie zmarnotrawił tak potężnego majątku na jednej inwestycji niż PiS na Możejkach. Moim zdaniem psim obowiązkiem Morawieckiego było nie tylko podsumowanie, trafne moim zdaniem w sporej części, niedoskonałości decyzji gospodarczych, ale też przyznanie, że „dobre było chociaż to, co było”.

Już nie wspomnę o słusznych (jeśli są prawdziwe, a w części na bank są) kilometrach słupków donikąd, czy horoskopów dla psów finansowanych z Unii.

Wiem, że większość z tego potoku demagogii pt. „Audyt”, to kiełbasa dla Wolski. Niemniej jednak wiem, że Schetyna PO nie odrodzi. Dopóki Trzaskowski, Budka, Cichocki, przywrócony Nowak nie wezmą Platformy w swoje ręce, dokonany dziś lincz okaże się skuteczny, bo reanimacja ratownika Schetyny nic nie da. Wręcz przeciwnie, Schetyna podaje Platformie pavulon, zwiotczający mięśnie i doprowadzający do…

Tagi: audyt PIS PO
14:36, andy_lighter , Polityka
Link Komentarze (9) »
czwartek, 05 maja 2016

Przemówienie Zbawiciela Kaczyńskiego w Dniu Flagi na wiecu partyjnym PiS-u, jakiego nikt nigdy po 89. roku nie odważył się przed nim zorganizować, było jak mowa schizofrenika.

Miałem się zająć analizą schizofrenicznego przesłania prezesa Polski w upartyjnionym, zawłaszczonym przez PiS Dniu Flagi, odkładanym, bo mi się nie chciało, ale postanowiłem dotknąć jedynie dwóch kwestii, które budzą moje szczególne zainteresowanie i z których „nazwaniem” się absolutnie zgadzam. Niestety, tylko z nazwaniem, bo to, co chce z tymi sprawami zrobić PiS budzi mój głęboki niepokój.

Prezes mówił o sprawach najważniejszych i najszlachetniejszych, które należy zmienić, ale jednocześnie dotychczasowe i przyszłe dokonania PiS dokładnie przeczą jego słowom. Ot, choćby kwestia zlikwidowania monopolu jednej opcji, politycznej, jednej doktryny, kompletnie marginalizującej inne we wszelkich obszarach działalności społeczno-politycznej kraju, jednocześnie jak nigdy wcześniej zawłaszczając, monopolizując wszelkie możliwe (a to jeszcze przecież nie koniec) obszarach, dziedzinach, obsadzając wszystkie stanowiska decyzyjne działaczami, lub zwolennikami swojej partii. Mówił o dotychczasowym upartyjnieniu, a nie ufachowieniu wszystkiego przez „innych niż oni”, jednocześnie obsadzając strategiczne stanowiska w państwie pielęgniarkami, nauczycielami języka polskiego i sprzedawcami pizzy. Mówił o konieczności przynależności Polski do UE, a jednocześnie w dotychczasowych obecnych w sejmie partiach politycznych, działacze żadnej partii oprócz PiS i z PiS związanymi, o wyjściu z UE nawet szeptem nie wspomnieli. PiS robił to aż nadto często i aż nadto spektakularnie. Jego słowa więc o konieczności bycia w Unii brzmią jak słowa schizofrenika w najgłębszym stadium choroby.

Dotknął jednak dwóch kwestii niezwykle ważnych, choć sposób ich prezentacji budzi mój największy sprzeciw i strach. Same jednak te kwestie i potrzeba ich zrewolucjonizowania – gruntownej zmiany, uważam za zdecydowanie ważne, żeby nie określić ich mianem „absolutnie konieczne”. Pozostawienie ich w obecnym stanie  może sprawić, że… „porządek świata się zawali”. Wiem, wiem, to brzmi głupio, ale uważam te sprawy od lat, za kluczowe dla porządku nie tylko Polski, ale i Europy i świata. Te kwestie to: diametralna zmiana, zreformowanie, moim zdaniem zbudowanie od nowa, od podstaw, całego systemu wymiaru sprawiedliwości w Polsce, to po pierwsze, a po drugie rozwalenie kukułczego jaja, podrzuconego nam nie wiadomo już skąd i przez kogo, w postaci „poprawności politycznej”.

Dziesiątki razy (a może i więcej) pisałem tutaj o raku toczącym organizm naszego wymiaru sprawiedliwości. Rak ten spowodowany jest jedną doktryną: specyficznym pojmowaniem przez same środowisko prawnicze „niezawisłości i niezależności” sędziów i prokuratorów. Owo pojmowanie, kompletnie wypaczone sprawia, że sędzia i prokurator czuje się Bogiem i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jest ten Bóg w kilku (trzech bodajże) osobach, spowodowanych możliwością odwołania do wyższej instancji (ważniejszego Boga). Tak być absolutnie nie może. Niezależność i niezawisłość sądów jest absolutnie konieczna, ale jeszcze bardziej absolutnie konieczne jest wybicie z głów sędziów i prokuratorów przeświadczenie własnej boskości. Nie może być tak, że sędzia jest sędzią sądu ostatecznego i że sędzia orzeknie sobie tak „jak uważa” w danej chwili. Inaczej, gdy boli go ząb, inaczej, gdy podkłócił się z żoną i jest wkurwiony na cały świat, inaczej, bo sam sobie czasem lubi łyknąć więc „rozumie” pijanego kierowcę-mordercę i wie, że tak naprawdę to porządny człowiek jest, tylko akurat wkurwiła go narzeczona no i mu się pedały gazu i hamulca niechcący pomyliły.

Kuriozalny i niedopuszczalny jest wyrok obniżony na skutek okoliczności łagodzącej pijanego i naćpanego kierowcy, który zabił sześcioro niewinnych ludzi, bo on „wsiadając do samochodu naćpany i po alkoholu w nietrzeźwym niebycie »nie miał zamiaru nikogo zabić«”. Taki sędzia (to chyba była akurat sędzina), moim zdaniem powinna w sposób oczywisty doświadczyć twardego lądowania i to doświadczyć wyjątkowo boleśnie.

Nie jest dopuszczalne, że sędzia złapany na gorącym uczynku (nagranie video), biorący łapówkę za uniewinnienie, lub zamianie na zawiasy kary oskarżonemu, którego „przed chwilą skazał na więzienie i dostał sprawę z wyższej instancji do powtórnego rozpatrzenia”, które za chwilę zobowiązał się zasądzić, spotkał się z karą „odsunięcia od orzekania” z zachowaniem wszelkich przywilejów łącznie z wypłatą wynagrodzenia. A powodem przeciągającego się śledztwa jest zwolnienie lekarskie, wystawione mu przez koleżkę lekarza, sąsiada zza płota, lub osiedla. To są po prostu haniebne rany, a jest ich cała masa, toczące nasz wymiar sprawiedliwości.

Tak być nie może, ale nie wyobrażam sobie naprawy tego stanu rzeczy przez takie monstra jak Ziobro, czy Kamiński. Bo to będzie #dobrazmiana polityczna, nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistą, merytoryczną naprawą wymiaru sprawiedliwości. Choć jestem (niestety, wstyd przyznać, podobnie jak Ziobro) za zdecydowaną rewizją, ale merytoryczną, wszelkich prawniczych zrzeszeń, związków, „sądów zawodowych” i innych tego typu tworów będących dodatkowymi, tylko i wyłącznie adwokatami i to niemal w 100% skutecznymi, „kolegów” ze środowiska. Wystarczy przypomnieć sobie sprawy złodziei-komorników i ślamazarne” „niepodchodzenie do tematu” korporacji (nie pamiętam jak tam dokładnie się oni nazywają) komorniczej. W ostatnich latach dyscyplinarnie ukarany został odsunięciem do prawa wykonywania zawodu jeden (powtarzam: JEDEN) sędzia i to za popełnione przestępstwo, a nie za jakość orzeczenia wyroku. Pierwszoplanową oczywiście w tym zasługą może „pochwaliść się” sędziowski sąd zawodowy (też nie pamiętam jak się tam oni nazywają.

Innym objawem boskości sędziów (i prokuratorów) jest to, że nie muszą (i nigdy tego nie robią), tłumaczyć się ze swoich błędów, a nawet celowego działania na rzecz oskarżonych przed opinią publiczną. Bo mająco tego święte prawo. Wyślą rzecznika prasowego do dziennikarza, ten powie, że „sędzia tak postanowią i tak jest” i tyle. Nie dopuszczalne jest, żeby sędzia, burmistrz, starosta czy inna osoba publiczna pełniąca funkcję zaufania publicznego mogła odmówić wytłumaczyć się opinii publicznej ze swojego działania. Traktuję to tylko i wyłącznie jako pomocnictwo państwa, prawa, w umożliwianiu działalności bądź to przestępczej, bądź to zwyczajnie nieuczciwej, niegodnej moralnie.

Inną kwestią jest sprawa wszechobecnej obecności i obowiązywania poprawności politycznej. Poprawność polityczna już dawno przekroczyła granice absurdu. Podobnie jak nieodrodne jej dziecko, czyli „prawa człowieka”. Te już nie tylko przekroczyły granice absurdu, ale przekroczyły nawet pojęcie „rewolucja zjada własne dzieci”. W tym wypadku rewolucja wprowadzająca obronę praw człowieka. Wiadomo powszechnie, że 90% działalności organizacji praw człowieka dotyczy obrony praw więźniów, oskarżonych i będących na wolności bandytów. Zajmę się tu jedną (znów) kwestią – karą śmierci.

Na skutek szerokiego frontu działalności praw człowieka i ściśle z nimoi spokrewnionej poprawności politycznej, uległa ona likwidacji w Europie i wielu „cywilizowanych” krajach świata.

Tymczasem nawet Mojżesz, po otrzymaniu dekalogu przez Stwórcę zabijał grzeszników, lub skazywał ich na oddalenie, będące oczywistą formą kary śmierci na bezkresnej pustyni. Tymczasem sam Jezus nie powiedział „Nie zabijaj”, do trzymających kamienie niedoszłych zabójców ladacznicy, a powiedział „Kto jest bez grzechu(!!!) niechaj pierwszy rzuci kamień”. I z całą pewnością nie chodziło mu o grzech ukradnięcia ze straganu cukierka, kiedy dziś już dorosły trzymał kamień gotowy do rzucenia, ani o kogoś, kto mimo trwającego szabasu zjadł jabłko, bo od dwóch dni nie miał niczego w ustach, ale o kogoś, kto był bez grzechu ciężkiego na sumieniu. Bo jak powszechnie wiadomo, społeczeństwo Izraela, mimo powszechnie demonstrowanej pobożności świętością nie grzeszyło.

Gdyby naprawdę humanitarnym było „nie zabijaj” – księża chrześcijańscy nie wysyłaliby do armii kapelanów, a wręcz domagaliby się likwidacji armii. Humanitarnym jest „nie zabijaj” niewinnego. „nie zabijaj tego”, kto na śmierć nie zasługuje. Zjadaniem przez rewolucję własnych dzieci nazywam niezabicie Andersa Brevika, mordercy 77 młodych, niewinnych ludzi. Niehumanitarnym nazywam niezabicie Trynkiewicza, mordercy i profanatora zwłok czwórki młodych chłopców.

To nie ma nic wspólnego z prawami człowieka. Ani z humanitaryzmem. Przeciwnie, jest to złamanie praw zamordowanych i ich żyjących bliskich. I jest to wobec tych ludzi postępowanie niehumanitarne!

Zemsta jest przyrodzoną naturą człowieka. Zgoda, złą naturą, ale właśnie po to powstały sądy, aby zemstę, zastąpić sprawiedliwym osądzeniem. Ale sprawiedliwe osądzenie w żaden sposób nie może oznaczać niezabijania okrutnych morderców. Jasne, że nie każdy morderca powinien ponieść śmierć, ale dla wielu z nich śmierć to jedyna, wyłącznie sprawiedliwa kara. Mylenie niezabijania ze sprawiedliwością uważam za grzech pierworodny obrony praw człowieka i poprawności politycznej.

Tak jak krytykowanie strachu i niechęci przed arabskimi uchodźcami. To nie jest sprawiedliwe, krytykowanie i lżenie niechętnych obecności uchodźców w Euriopie i w Polsce. Oczywiście nie chodzi mi tu o faszyzujących ONR-owców, czy innych narodowców, ale o większość społeczeństwa, która się ich boi.
Dlaczego psy, muszą chodzić na smyczy? Nawet te małe, niegroźne? Ano dlatego, że wielu ludzi zostało pogryzionych przez jakiegoś psa, a nawet pieska, biegającego samopas. A jeśli nie zostali, to mają kogoś w rodzinie, znajomego, czy słyszało o jakimś znajomym znajomego, pogryzionego przez psa. I świętym prawem tych ludzi jest bać się ugryzienia przez psa. I żądanie, aby psy, wszystkie, chodziły prowadzone na smyczach.

Jeśli więc setki Arabów, nawet tych urodzonych w Europie dokonuje zamachów, okazuje czynną nienawiść wobec europejskich „tubylców” i jest zdeklarowanymi, bądź ukrytymi zwolennikami Państwa Islamskiego, a nawet islamizacji Europy, to świętym i niezbywalnym prawem mieszkańców Europy jest bać się arabskich uchodźców i imigrantów. I nikt im tego świętego prawa odebrać nie może, grożąc jakimiś niebotycznymi karami finansowymi za ich nieprzyjęcie.
Kanclerz Niemiec, jednoosobowo wywołała ten problem i spowodowała arabskie tsunami zalewające Europę. I to Niemcy, wyłącznie oni(!!!) powinny ponieść całą, absolutnie całą(!!!) odpowiedzialność, lokalizacyjną i finansową, dzisiejszego problemu uchodźców.

piątek, 29 kwietnia 2016

Ciekawy jestem, jak dzisiejsi celebryci, politycy partii rządzącej się golą, albo (o rany – nie nawiedzę – panie malują przed lustrem).

Tak właściwie to napieprzyłem kupę swojej żółci wywaliłem i jak chcecie, to przeczytajcie trzy akapity od końca. Bo powyżej (nich) to jest tylko frustracja frustrata. Więc odpuście sobie i zacznijcie trzy akapity od dołu   namawiam, bo to jest tak naprawdę cały tekst, który chciałem napisać, czyli trzy akapity od dołu. 

Ale zanim o tym , o tym właściwie będzie na samym końcu, bo nie chodzi o nich, ale o samą istotę „spoglądania w lustro”, muszę, bo czuję, że mam taki obowiązek, opowiedzieć o sobie i o moim lustrze. Bo moje lustro wcale nie jest takie „Lustereczko, powiedz przecie…”., co to, to nie. Mam za uszami, a właściwie miałem, tyle brudu, że lustro było swojego czasu największym moim… gnębicielem.

Jestem niepełnosprawny od urodzenia. I moja niepełnosprawność wiąże się głównie z wyglądem zewnętrznym.  Przywykłem, robiłem cuda niewidy, żeby być akceptowany przez otoczenie, rówieśników, i jakoś to szło. Lepiej lub gorzej, ale miałem kolegów, byłem na podwórku jako jeden z „ekipy”, śpiewałem mimo wady wymowy do  muzyki granej na gitarach przez kumpli, bo nikt tak nie „wyciągał” jak ja. Moja mama zawsze mi powtarzała, że nie jestem gorszy, a nawet podpuszczała mnie, że jestem lepszy niż inni. I tego się trzymałem i myłem twarz bez „urazy”. A potem przyszła praca.


Głupia, kompletnie bezużyteczna praca gryzipiórka, którą pewnie bym się zadławił, i udusił, gdyby nie Solidarność. Przyszedł do mnie kolega z sąsiedniego pokoju, prawnik i założyciel, pomysłodawca Solidarności i zaproponował, żebym pobiegał po zakładzie i namawiał ludzi. Znałem ludzi, lubili mnie i zgodziłem się bez mrugnięcia okiem. Miałem taką okazję, bo jednym z punktów w moim „zakresie obowiązków” było uaktualnianie kartotek pracowników w kwestii…, mniejsza o to (wstyd przyznać, bo to była taka kwestia, której właściwie w ogóle nie powinno być – ot, biurokrata, do spraw byle jakich tam). I biegałem. I całe dnie spędzałem z robotnikami. I piłem wódkę i różne inne jabole. I mi powiedzieli – „Andrzej, człowieku, co ty tam robisz? Choć do nas! Jesteś nasz i przecież zarobisz”. I zrobiłem kursy i poszedłem „do łopaty” i kiedy przyszedłem do domu z litrem wódki (pijany) w kieszeniach, położyłem matce (resztę) wypłatę na stole, ojciec, który po trzydziestu kilku latach pracy zarobił jedną trzecią mojej wypłaty wpadł w furię: „Ty gnoju, ty smarkaczu, gdzie ukradłeś tyle pieniędzy!” – miał rację o tyle, że miałem wtedy 21 lat, a moja wypłata była trzykrotnością jego zarobku. W pierwszym miesiącu, a potem już było tylko „więcej”.

Ale ta praca wiązała się z jednym – piciem, które z czasem przerodziło się w chlanie. Tak się składało, że lubiłem chlanie, ale też lubiłem swoją pracę. Polubili mnie również moi szefowie, bo nigdy nie ściemniałem. Byłem nauczony (a właściwie nie tyle nauczony, ile taki miałem charakter), że jak czegoś nie wiedziałem, to najzwyczajniej w świecie mówiłem : ”Nie wiem, proszę mi pokazać”. Szefowie też nie wiedzieli i robiąc dobrą minę do złej gry oświadczali: „Chodź Sli******, zaraz ci wyjaśnię”. I uczyliśmy się razem, bo rozmaite instalacje z przestarzałą , albo nieistniejącą dokumentacją, wymagały sporo zachodu. I już wtedy wiedziałem, że coś jest ze mną nie tak. Wracałem do domu pijany, a zastając jeszcze bardziej pijanego ojca czułem, że tak nie można. Ale czuć to jedno, a robić to zupełnie inna bajka. I wtedy właśnie golenie, mycie włosów, przestało być moim zwyczajnym, tak jak trzeba, po  prostu potrzebnym zajęciem. Goliłem się, myłem włosy, czesałem, czyściłem okulary, ale… nie podobało mi się. I przyszedł taki dzień, że przyszedł kierownik, wyprowadzil mnie na dwór i spytał: „Sli****„**, kiedy przestaniesz lecieć w ciula. Zależy mi na tobie panie Śli******”?. Nie było w tym ani grama złości, raczej bezradność, tyle, że wtedy o tym nie wiedziałem. Pół roku później byłem już zwolniony. „Na własną prośbę”. Dwa lata później wróciłem i znów szef pokładał nadzieje i znów… zawiodłem.

Kiedy poszedłem „na swoje”, było jeszcze gorzej. To co robiłem w pracy, z pracą, z kolegami, ze stosunkami damsko-męskimi, z wolnym czasem, z sąsiadami… woła o pomstę do nieba. Mimo, że nigdy nie złamałem prawa w sensie formalnym, coraz bardziej, coraz częściej i coraz bardziej oczywiście czułem „Człowieku! Jesteś kawał chuja!!! Tak się nie da, bo się zadławisz!!!”. I już wtedy źle się czułem przy goleniu. Nie lubiłem się golić. Nie lubiłem myć i czesać wtedy pięknych, gęstych i dość długich włosów. Wiedziałem, że muszę coś z tym zrobić. Coraz bardziej lustro było moim cenzorem i coraz bardziej wiedząc, że przeciez jestem na lustro skazany wiedziałem, że tak się dalej nie da.

Dzisiaj jest lepiej. Spotkałem kilka lat temu swojego byłego kierownika, który też tam już od dawna nie pracuje. Wyjaśniliśmy sobie parę kwestii i opowiedział mi o mnie i o swoim stosunku do mnie. To było budujące, choć z drugiej strony przykre, kiedy przeszedł do „zawiedzionych nadziei”. Ja też mu opowiedziałem o swoich uwarunkowaniach i rozstaliśmy się w przyjaźni. Szef całej firmy, który miał ze mną jeszcze większy kłopot niż bezpośredni przełożony (byłem na każde wezwanie nawet w środku nocy i on doskonale o tym wiedział), mieszka niedaleko mnie i codziennie się mijamy. Zawsze, absolutnie zawsze chyli czapkę (choć jest starszy ode mnie) ze słowami: „Dzień dobry kolego Andrzeju”. To sprawia, że odzyskałem wiarę. Z dziewczynami z młodości dawno powyjaśnialiśmy sobie nasze sprawy. Ustatkowaliśmy się, i one i ja, a jeśli któraś się nie ustatkowała, to nie żywi urazy – jesteśmy dobrymi znajomymi i zawsze się z przyjemnością mijamy na ulicy. Kosztowało mnie to sporo pracy, sporo „soli zjadłem”, żeby dziś, kiedy się podgalam (zapuściłem sobie kilka lat temu kozią bródkę i tak już mam), patrzeć na siebie bez gniewu, bez wstydu(!!!) i bez urazy. Zdarza mi się obudzić w nocy, bo palą mnie buraczkowe policzki ze wstydu. Sporo jest takich momentów, ale to są drobnostki, na które, gdybym nie wyjaśnił „grubszych” spraw, pies z kulawą nogą nie zwróciłby uwagi (budzi mnie nawet fakt, że kiedyś wkurwiony nie odpowiedziałem sąsiadce „Dzień dobry” i strasznie mi wstyd).

Jestem więc z lustrem pogodzony, w miarę. Ale lustro jest miarą, jest… odzwierciedleniem mojego jestestwa. Mojego „ja”. Właściwie to, co powyżej napisałem jest kompletnie bez sensu, jeśli zważyć, co chcę napisac poniżej. A chcę napisac o spojrzeniu w lustro i byłoby to zwykłe „ble, ble ble”, gdybym nie postawił naprzeciw swojego własnego zmagania z lustrem I gdybym nie opowiedział, że stanie przed lustrem to nie jest tylko „moja twarz z drugiej strony”. Stanie przed lustrem zawsze, absolutnie zawsze, jest rozliczeniem. Wspomnieniem i rachunkiem sumienia. Zawsze. Dziś czuję się przed lustrem nie najgorzej, ale zawsze, absolutnie zawsze mam sporo zastrzeżeń. Bynajmniej nie z powodu jakiegoś pryszcza, czy źle przyciętego włosa, ale z powodu… własnej… historii(?), jakichś niedokończonych…(?). Nigdy nie stanąłem przed lustrem, i chyba nie stanę zadowolony do końca. Choć już jestem spokojny i w miarę wyzbyty urazy.

No i wreszcie tekst, który chciałem napisać na początku, a wszystko powyżej możecie wyrzucić:

Oto jest Andrzej Duda. I oto się goli rano. I jak sobie wyobrażacie, że on się goli? Bo ja sobie po prostu tego wyobrazić nie potrafię. Tyle, ile walczyłem ze swoim lustrem, a właściwie o swoje lustro daje mi pewność, że ten człowiek nie może się normalnie, nietrzęsącymi się rękami, golić. Nie wierzę. Po prostu nie wierzę, bo wiem ile kosztuje zwyczajne spojrzenie w lustro.

Nie dziwię się Kaczyńskiemu, bo jemu lustro jest niepotrzebne. On ma sługi od golenia, zawiązywania krawata, ubierania butów, on lustra nie potrzebuje, bo ma zamiast lustra „poprawiaczki krawata”. Ale Andrzej Duda? Doktor praw? Młody człowiek, który wie, że łamie prawo? I staje przed lustrem? To jest dla mnie absolutnie niepjęte. Nigdy, nigdy tego nie będę w stanie pojąć. Gdybym ja nie „ułożył się” z lustrem, już dawno bym się powiesił – bo nie da się żyć, nie da się funkcjonować, bez spokojnego spojrzenia w lustro.

13:15, andy_lighter , Polityka
Link Komentarze (30) »
środa, 27 kwietnia 2016

Dziś dzielicie i rządzicie. I jest wam dobrze i zupełnie nie obchodzi was, co będzie w przyszłości. A ja wam chcę tę przyszłość pokazać. podpierając się dzisiejszymi waszymi działaniami.

Oto wasz prezydent klęka przed „bohaterem”, który zabijał bogu ducha winnych wieśniaków litewskich. I nawet polskich, łącznie z dziećmi, ale ponieważ mieszkali z Litwinami, to trzeba było ich zabić. Oto Żołnierzem wyklętym – bohaterem dzisiejszej młodzieży jest człowiek, Bury, który wymordował ok.80. wieśniaków, mających furmanki. Oto pomni k jest postawiony człowiekowi, ubekowi, który „nawróciwszy się” wymordował masę Polaków i Słowaków z Podhala. Bo dziś nie jest ważne ile niewinnych osób zamordował bohater! Miarą i jedynym wyznacznikiem(!!!) bohaterstwa jest to, że zamordowali go komuniści. Innymi  słowy – mógł być ostatnią szmatą, ostatnim bydlakiem, ale jeśli zabili go komuniści, jest bohaterem i „klękaj narodzie”. Kilka pięćdziesięciu, czterdziestoosobowych band walczyło z komuną o wolną Polskę w prawie 30. milionowym kraju i dziś są bohaterami. Kilka(naście) kilkudziesięcioosobowych band grabiło wioski, zabierało żywność dopiero co  gospodarującym „na swoim” chłopom. Jeśli by chłop  bronił swojego dobytku (jedzenia) był zabijany jako komunistyczny agent.

Ale już nawet przez to „przechodząc do porządku”…

Dzisiaj jest tak, że ściga się, i piętnuje, i pamięta się tych, którzy murem stali za władzą Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Otóż przestrzegam was, że za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat to wy będziecie tym, czym dzisiaj są peerelowscy ubecy, sekretarze i prominentni członkowie jedynie słusznej i prawej partii. Co wtedy zrobicie? Co zrobią wasze dzieci? Będą zmieniać nazwiska? Będą protestować na opublikowane książki :”Resortowe dzieci IV RP”? Gdzie będziecie żyć, gdzie się schowacie – do Niemieć, na które dziś tak plujecie? Gdzie jest wasza wyobraźnia? Większość z was doskonale wie, że to, co wypowiadacie jak mantrę, czy to w telewizji, czy na ulicy, czy w komentarzach w portalach internetowych, to najzwyklejsza w świecie ściema i manipulacja.

Już nawet nie chodzi o Polskę, ale o was – jak będziecie żyć, bo to się stanie i nie ma na ten temat dyskusji, bo to się po prostu musi stać, w przyszłości, naznaczeni tak, jak dziś naznaczeni sa peerelowscy ubecy. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ogromna część z was jest stosunkowo młodymi ludźmi. I jeszcze kilkadziesiąt lat przed wami. Jak za kilkanaście (kilkadziesiąt) lat wyjdziecie do sklepu? Na spacer z psem? Wejdziecie do autobusu miejskiego? Nie potrafię sobie tego wyobrazić, bo gdybym spotkał CIEBIE w Biedronce, uznałbym cię i i strzegł pozostałych, że jesteś „trędowatym zdrajcą”. Zresztą, nie musiałbym – wszyscy będą cię znali i będą wiedzieli.


Miałem bardzo wiele 0kazji dyskutować ze zwolennikami PiS-u, czy to na FB, czy na TT. Szczególnie te ostatnie są gorące i jest jeden trend – zero dyskusji, tylko „artykuł 197 konstytucji”. I można się zamęczyć tłumaczeniami rozmaitymi, a w odpowiedzi i tak „artykuł 197 konstytucji”. Oni po prostu nie mają bladego pojęcia, jedyne pojęcie jest takie, że Jarosław mówi, znaczy Jarosław wie, co mówi i tak musi być.

My to przeżyjemy. Ale chciałbym dożyć czasów, kiedy Kuchciński, Terlecki, Kępa i cała masa innych Jakich, a nawet Szydło, będą powszechnie wskazywani jako zdrajcy Rzeczpospolitej. Jestem niesamowicie ciekawy, co , jak oni wtedy będą reagować, i co będą na to „robić” resortowe dzieci, dzieci rodziców, którzy Polskę zawrócili do głębokiej komuny.

*     *     *

Się dziwię, że nikt z Sądu Najwyższego nie pozwał tej brylastej rzeczniczki PiS-u do sądu o zniesławienie. Za nazwanie sędziów SN „Kolesiami”.

*     *     *

A poza tym, to ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zdobyła Mistrzostwo Polski w Piłce siatkowej i w mieście jest święto!!!


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Tagi

liczniki

 Dodaj do Google stat4u free counters